1004
Blog z opowiadaniami o tematyce homoseksualnej jak i heteroseksualnej. Główni bohaterowie - wasi kochani Azjaci. Jeśli nie chcesz - nie czytaj.
Playlist
sobota, 24 października 2015
I REMEMBER - Część II
Od autora: Cześć! Już mam drugą część, hah. Teraz muszę zacząć trzecią, meh. Przepraszam, że tak długo. Dużo nauki. X_X Teraz myślę o dodaniu czegoś całkiem innego. Czekajcie z cierpliwością ^^
Hwaiting!!
Obudził mnie dobiegający z kuchni zapach aromatycznej, świeżej i czarnej kawy, oraz cudowna woń pysznych i chrupiących rogalików croissant z dżemem truskawkowym. Miałam bardzo wyczulony węch, czasem uważałam to za moje przekleństwo, ponieważ pod wpływem tak cudownego zapachu, jak ten, nie mogłam powstrzymać swoich emocji. Ledwo co otworzyłam oczy, to już zrobiłam się bardzo głodna. Dość leniwie podniosłam się z łóżka, usiadłam na jego brzegu, po czym przeciągnęłam się cicho ziewając. Rozejrzałam się dookoła. Nie byłam już w salonie tylko w swoim pokoju. Uśmiechnęłam się delikatnie, wiedziałam, że Min mnie tutaj przyniósł. Założyłam na stopy swoje miękkie i wygodne kapcie i wstałam z mojego łóżka. Podrapałam się po karku idąc w stronę dużej kuchni. Stanęłam w pomieszczeniu i uśmiechnęłam się delikatnie widząc chłopaka, który stoi przy blacie nakładając na tacę kubek gorącej kawy oraz talerz z rumianymi rogalikami. Podeszłam do chłopaka bliżej, ale po cichu. Stanęłam tuż za nim i dłońmi zasłoniłam delikatnie jego oczy przy czym pochyliłam się nad jego uchem. -Zgadnij kto to...- Szepnęłam cicho i po chwili odsunęłam się lekko od starszego. -Wiem, że to ty, Sky.- Min obrócił się w moją stronę i położył delikatnie dłonie na moich biodrach, przy czym odruchowo sama położyłam dłonie na jego barkach. Przyznam, że nie była to komforowa sytuacja.- Zniszczyłaś mi niespodziankę. Miałem Ci przynieść śniadanie do łóżka.- Hyuk zrobił z ust podkówkę, ale to wyglądało tak słodko i uroczo. -Nie trzeba, Oppa. I tak tobie dziękuję.- Delikatnie musnęłam swoimi wargami jego różowiutki policzek, po czym odsunęłam się od niego. Na jego policzkach pojawiły się ogromne rumieńce. Czyżby się zawstydził? -Heh.. Siadaj.- Wskazał na duży stół pkryty złoto czarnym obrusem, po czym wziął do ręki tacę.- Chyba, że... Chcesz zjeść w łóżku?- Szczerze mówiąc to uśmiechnęłam się w duchu na jego propozycję. Sama ujrzałam na jego twarzy delikatny uśmiech. Skinęłam tylko głową i poszłam do swojego pokoju od razu siadając wygodnie w łóżku i okrywając się kołdrą. Spojrzałam na drzwi wyczekując mojego przyjaciela. Mój uśmiech automatycznie powiększył się, kiedy ujrzałam w moich drzwiach wesołego i szczęśliwego chłopaka niosącego na tacy moje śniadanie. Podniosłam się i zrobiłam miejsce obok siebie tak, aby Min mógł usiąść obok mnie. -Usiądziesz obok mnie, prawda?- Nadęłam lekko swoje policzki spoglądając na bruneta spojrzeniem błagającego o miskę mleka kotka. Wiedziałam, że nie oprze się i spełni moje życzenie* -Aish... Masz mnie.- Zaśmiałam się cicho, a on wraz ze mną. Podszedł do łóżka i odstawił śniadanie na szafkę nocną przy czym usiadł na brzegu łóżka i położył się obok mnie biorąc przy tym śniadanie na tacy na swoje kolana.- Pozwól, że Cię nakarmię.- Powiedział ze spokojem. Co miałam zrobić? Zgodziłam się. -Dobrze, ale pod jednym warunkiem. -Jakim? -Zjesz razem ze mną.- Powiedziałam pewnie i stanowczo na co ciemnooki uśmiechnął się tak szeroko, że mogłam dostrzec jego śnieżnobiały uśmiech. Kiedy tylko widziałam na twarzy Minhyuk'a taki szeroki, a za razem słodki uśmiech, zapominałam o wszystkim, co złe. Szybko sięgnęłam po jednego z rogalików i przyłożyłam go do ust starszego ode mnie mężczyzny. -Otwórz szeroko buzię. -Powiedziałam z entuzjazmem patrząc w jego piwne, albo raczej czekoladowe oczy. Min zrobił tak jak kazałam. Rozchylił szeroko swoje pełne wargi, a ja wsunęłam mu do ust croissanta z truskawkowym nadzieniem zagryzając przy tym nieco swoją wargę. Chwilę później rogalik został pochłonięty przez tego żarłoczka. -I jak, dobre? -Dopytałam się o opinię starszego na jego własne danie. -Mm.. Przepyszne, ale teraz ty. -Tym razem to ja poczułam wypieka na swoich ustach. Od razu szybko wzięłam go do buzi, by po chwili móc się spokojnie delektować jego delikatnym i maślanym smakiem z nadzieniem truskawkowym. Omo.. Niemal się nie rozpłynęłam. -I jak? -Boskie. Po prostu boskie. -Mruknęłam cicho i potem wzięłam łyka świeżej i aromatycznej kawy przygotowanej przez mojego najlepszego przyjaciela. Uśmiechnęłam się pod nosem mrucząc z zadowolenia. Doskonały kucharz z niego jest! -Powiedz mi.. Czy aby na pewno nie jesteś żadnym kucharzem? -zapytałam spokojnie oblizując swoje wargi. Starszy chłopaka tylko zaprzeczył swoją głową z szerokim uśmiechem. -Czy aby na pewnoo? -zapytałam się ponownie po chwili śmiejąc się cicho. -Nieeee. -Zaczął się śmiać razem ze mną. Ah.. W takiej atmosferze czułam się najlepiej. Zabawna i miła rozmowa dwójki przyjaciół. Taki klimat był idealny. O wszystkim wtedy zapominałam, o czym tylko chciałam zapomnieć. *** Przyglądałam się uważnie ciężko ćwiczącemu Min'owi. Wyglądał tak seksownie.. Jego ciało było po prostu idealne.. Nawet w tej koszulce...Jak tylko spoglądałam na to, co on robi to... ŻE CO!? Dlaczego ja tak myślę o swoim najlepszym i jedynym przyjacielu!? Aish!! Ocknęłam się szybko i wycofałam się z ramy drzwi, ale niechcący poślizgnęłam się na jeszcze mokrej, dopiero umytej posadzce. Na mój nie fart on to zauważył. -Krys? Co ty robisz? -Ym.. Nic. -Zaczęłam się jąkać. Byłam sfrustrowana i cała zawstydzona. Co on sobie mógł pomyśleć.. Myśl co zrobić! -Em.. Ja wcale Cię nie podglądałam, o nieee, nie! -Hah. Widzę. -Na jego twarzy pojawił się ten jego piękny i czarujący uśmiech. Westchnęłam głośno na jego widok. -Nie wstajesz z podłogi? -Dodał po chwili. AIGOO! Cały czas leżałam na ciemnych, bukowych panelach idealnie kontrastującymi się z chamsko czerwonymi ścianami. -Tak, tak. Wstaję. -Podniosłam się szybko z podłogi jak oparzona, po chwili strzepując z siebie wszystko. Pewnie wyglądałam na zakłopotaną, a on to wyczuł w moich oczach. Był tak dobry w zgadywaniu mojego samopoczucia. -Wszystko okej? Nic Ci nie jest? -dopytał niskim głosem. Ahh.. Muzyka. -N-Nie. Wszystko jest okej. -Powiedziałam pewniej wymuszając na twarz szeroki uśmiech, aby moja odpowiedź wyglądała realistyczniej. -Mhm. Okej. -Uśmiechnął się tylko ponownie i po chwili opuścił swoją "siłownię". Prychnęłam tylko cicho i udałam się sama do kuchni. Ostatnio coś dziwnego się ze mną działo. Nie przestawałam myśleć o Min'ie. Niekiedy pojawiał się w moich snach co mnie bardzo niepokoiło. Westchnęłam tylko jeszcze raz i podeszłam do lodówki wyciągając z niej kartonik świeżego, krowiego mleka. Otworzyłam go i prosto z niego zaczęłam pić biały napój, który tak bardzo uwielbiałam. Wypiłam wszystko duszkiem. Po skończeniu udałam się do kosza na śmieci. Jak tylko chciałam wrzucić kartonik do niego, moją uwagę przykuła mała i kolorowa etykietka na opakowaniu od mleka. Westchnęłam cicho przyglądając się jej uważnie. -Takie samo mleko pił Yong. -pokręciłam lekko głową i natychmiast pozbyłam się opakowania. Kiedy tylko widziałam coś, co w jakimkolwiek sensie było powiązane z moim byłym narzeczonym, te wszystkie wspomnienia wracały. Nie chciałam więcej o tym myśleć. Wyszłam z kuchni i udałam się do swojego pokoju tym samym mijając siedzącego w salonie mężczyznę. -Krys, co sądzisz o tym, abyśmy się jakoś rozerwali i wyszli na miasto? -nawet nie zdążyłam wejść do swojej sypialni, a już usłyszałam jakieś wypowiedziane przez niego słowa, które były propozycją. -Em.. -zaczęłam się trochę zastanawiać. Nie byłam co do tego za bardzo pewna, ale trochę rozrywki by mi nie zaszkodziło, a raczej by tylko mi wyszło na dobre. Od miesięcy nigdzie nie wychodziłam. -Jasne. A mianowicie gdzie? -dopytałam. -Dostałem SMS'a od Minho, że urządza dziś wieczorem w klubie jakąś imprezę czy coś. -Na te słowa szybko zawróciłam i wbiegłam do salonu stając zaraz naprzeciwko bruneta. -Powiedział, że mam przyjść i zabrać kogoś ze sobą. -on tylko podniósł wzrok i zatrzymał go na mojej osobie. -Pójdziesz ze mną? -zaczęłam się ponownie zastanawiać. Dawno nie byłam nigdzie, a szczególnie na jakiejkolwiek imprezie czy dyskotece. Chciałam zaryzykować. -Jasne. Chodźmy. -odparłam przytakując twierdząco głową. Miałam w szafie taką ładną sukienkę, której nigdy jeszcze nie założyłam. Postawiłam to wykorzystać. -To super. O godzinie dwudziestej mamy być na miejscu. -Ponownie na jego twarzy pojawił się ten cudowny uśmiech, który cały czas opanowywał mój umysł. -Doobrzee.. -powiedziałam trochę rozmarzona. -Czyli masz tylko jedną godzinę. -Dodał rozbawiony. Jedną godzinę.. Godzinę... -ŻE CO!? -krzyknęłam wystraszona i szybko popędziłam do swojego pokoju. To było bardzo mało jak na mnie. Jak ja miałam się uszykować w tak małą ilość czasu? Potrzebowałabym co najmniej dwóch! Zdołałam dosłyszeć tylko jego śmiech zanim zjawiłam się w sypialni. Otworzyłam szafę i całą opróżniłam w poszukiwaniu tej cudownej sukienki. -Jest! -krzyknęłam wyciągając ją z szafy, której cała zawartość praktycznie leżała już na podłodze. Zgarnęłam po drogdze całą kosmetyczkę i pobiegłam szybko do łazienki. Chciałam wziąć najpierw szybki prysznic, aby się trochę odświeżyć. Rozebrałam się do naga i weszłam do dużej kabiny prysznicowej, następnie ją zamykając odkręciłam dość ciepłą wodę, której malutkie kropelki zaczęły oblewać całe moje ciało. Westchnęłam cicho i jak zwykle zaczęłam coś pod nosem nucić. To samo ze mnie wychodziło.. ~`Eulkeok niga bogo shipeun geureon nal eulkeok nae nami nae mamdaero andwit nal eulkeok ssodajineun naui nunmuri haru jongil geudareul butdeulgo eulkeok ssodajineun nunmul sokges eulkeok gwaenchana daduk yeo bwa ijen oji anheul geudaeraneun geol naega araseo da araseo Annyeong..`~ -Znowu śpiewasz podczas kąpieli? -szybko ucichłam na te słowa. Zawsze coś komentował, jak tylko zaczynałam śpiewać. Mówił, że to mu się podoba. Yong'owi też się to bardzo podobało.. -Aish! Nie podsłuchuj mnie! -krzyknęłam trochę wkurzona. Nigdy nie lubiłam tego, jak ktoś mnie podsłuchiwał w jakiejkolwiek sytuacji. -Oj csiii.. Już sobie idę. -Powiedział te słowa i zniknął. No przynajmniej tak myślałam, że zniknął. Nie byłam do końca pewna. Pokręciłam tylko głową i sięgnęłam po gąbkę i żel pod prysznic. Nalałam go trochę na gąbkę i zaczęłam dokładnie myć każdy zakamarek swojego ciała. Już się zregenerowało. Już zaczęłam normalnie jadać, dbać o siebie. Zaczęłam ćwiczyć jak dawniej i robić wszystko, by wrócić do formy sprzed wypadku. Po zaledwie dziesięciu minutach zakręciłam wodę i opuściłam kabinę sięgając po biały, bawełniany ręcznik. Wytarłam się nim dokładnie, a drugim osuszyłam lekko włosy, które wraz z ręcznikiem zawinęłam w tak zwany turban. Ubrałam czystą bieliznę i wzięłam do ręki swoją sukienkę. Jednak ubiorę się w pokoju, bo on też jakoś musi się uszykować. Pozbyłam się ręcznika z głowy i poprawiłam trochę włosy. Udałam się do drzwi uchylając je lekko. Wyjrzałam za nie trochę. Czysto. Westchnęłam z ulgą i wyszłam z pomieszczenia stając na korytarzu w samej koronkowej, czarnej bieliźnie. Miałam zamiar przemknąć jakoś do sypialnie niezauważona, ale kiedy znalazłam się koło drzwi swojej sypialni, stanęłam jak wmurowana lub wbita w ziemię. Minhyuk znajdywał się ode mnie zaledwie dwa, może trzy metry. Jego oczy były skierowane w moją stronę jak w jakiś obrazek. Na mojej twarzy pojawiły się ogromne wypieki, które aż parzyły mnie samą. -D- Dlaczego t...y.. -to wszystko chyba co mógł wypowiedzieć. Dopiero po chwili się ocknęłam i uświadomiłam sobie, że pół naga stoję przed moim najlepszym przyjacielem. -OPPA!! NIE PATRZ SIĘ TAK!!! -Krzyknęłam podbiegając szybko do drzwi swojego pokoju, za którymi zniknęłam w tempie błyskawicznym. Szybko cała zawstydzona rzuciłam się na łóżko chowając twarz w poduszkę, w którą zaczęłam piszczeć, krzyczeć i Bóg wie co jeszcze. Uderzałam nogami o materac i biłam pięściami w ramę łóżka. Jak ja teraz tam wyjdę i się mu pokażę!? Westchnęłam głośno i po kilku minutach lamentu podniosłem się z łóżka. Spojrzałam na zegarek. -CO? JUŻ MINĘŁO PÓŁ GODZINY!!?! -zerwałam się z kremowego materacu i usiadłam szybko na pufie przy moim lustrze. Wzięłam kosmetyczkę i otworzyłam ją wybierając kosmetyki, których użyję. Zrobiłam idealny i widoczny, ale nie za chamski makijaż. Piętnaście minut. Włosy już mi trochę podeschły. Wzięłam suszarkę i podłączyłam ją do kontaktu. Ustawiłam na największą moc i po jej włączeniu zaczęłam suszyć swoje jasne włosy. Zajęło mi to zaledwie dwadzieścia minut. Mam jeszcze dwadzieścia pięć na ubranie się i zejście na dół. Wstałam od lustra i szybko zabrałam się za ubrania. Sukienka, którą planowałam ubrać była koloru czarnego. Sięgała mi do połowy ud, więc raczej zdzirowato to nie wyglądało. Była obcisła, chyba nawet bardzo oraz miała kilka wycięć w okolicach talii i jedno w miejscu dekoltu, co bardzo podkreśliło moją kobiecość i pokazało, że nawet kobieta, która dopiero co odbudowała swoje ciało potrafi być seksowna. Na stopy nałożyłam czarne, zaledwie dwunasto centymetrowe szpilki. Idealnie. Nie spinałam włosów. Uczesałam je tylko pozwalając, by spokojnie opadły na moje ramiona, które okryłam jeszcze czarną skórą. To zajęło mi piętnaście minut. Zostało mi dziesięć. Wyrobiłam się. Zadowolona opuściłam swój pokój, ale niepewnie przechodziłam przez korytarz udając się na dół po schodach. Miałam nadzieję, że Kang zapomniał o tym, co zdarzyło się niecałą godzinę temu..
-Uszykowana? -zadrżałam lekko, kiedy tylko usłyszałam praktycznie tuż nad moim uchem to słowo. Odsunęłam się na krok od starszego i obróciłam się do niego przodem. Matko Boska... Wyglądał jak prawdziwy Bóg. Czarne, skórzane rurki z dziurami na kolanach idealnie pasowały do białej, długiej koszuli zapiętej pod samą szyję. Jego ramiona tak samo jak moje były okryte czarną skórzaną kurtką, a bordowe creepersy na stopach wszystko perfekcyjnie dopełniały. A włosy? Lekko uniesione na spray albo żel. Nie wiem. Delikatny makijaż wokół oczu. Cudo. Po prostu idealnie. -Wyglądasz cudownie. -Z transu wyrwały mnie jego słowa. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech na co na moich polikach ponownie pojawiły się lekkie wypieki. -D- Dziękuję.. Ty również. -Wymamrotałam odwracając wzrok. "Obyś zapomniał, obyś zapomniał..." Pomyślałam. -Chodźmy już. -Skinęłam głową na jego słowa i razem z Min'em udałam się do wyjścia. Wyszłam na dwór, a za mną Kang. Zaprowadził mnie do swojego czarnego BMW. Otworzył mi drzwi, a ja uśmiechnięta wsiadłam pierwsza. Zapięłam pasy. Mój przyjaciel wsiadł na miejscu kierowcy. Po chwili ruszyliśmy wyjeżdżając z terenu jego posiadłości. Przez połowę drogi panowała cisza. Było to bardzo niezręczne... -Em.. Przepraszam. -Nagle usłyszałam jakieś słowa wypowiadane przez starszego chłopaka. Wiem o co mu chodziło. -Nie przepraszaj. Nic nie zrobiłeś. To nie twoja wina. -Mruknęłam tylko cicho ponownie się rumieniąc. Za każdym razem jak o tym pomyślałam moja twarz robiła się cała czerwona. -Na pewno? To nie było zamierzone ani nic. -Na pewno. Jest okej. -Spojrzałam na bruneta i uśmiechnęłam się do niego dość szeroko. Nie miałam mu tego za złe. To nie była jego wina. -W takim razie dobrze. O, to tutaj. -spojrzałam przez okno samochodowe na budynek z nie za dużym szyldem migającym na różne kolory. Było już ciemno o tej godzinie więc neonowy napis był widoczny z daleka. Dużo osób się tu zbierało. Było bardzo dużo młodych, o wiele młodszych ode mnie pięknych dziewczyn. Westchnęłam cicho widząc każdą. Nie, żebym miała jakieś kompleksy, ale każda z nich o wiele lepiej ode mnie wyglądała. -Coś się stało? -Min spojrzał na.mnie zatrzymując się tuż przed budynkiem z którego dudniła głośna i klubowa muzyka. -Niee, nic. Chodźmy. -Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do mojego towarzysza. -Jak nie chcesz tu być, to powiedz. -Chcę tu być. -Powiedziałam stanowczo, a on tylko skinął głową na znak, że rozumie. Wyszedł z auta i okrążył je otwierając mi drzwi. Uśmiechnęłam się do niego i opuściłam samochód czekając to, aż Min jako pierwszy ruszy w stronę głównego wejścia. Poszłam za nim czując na sobie spojrzenia wielu osób. Nie przejęłam się tym. Znali mnie przez ten wypadek. W całym mieście o tym huczało przez bardzo długi czas. Widziałam, jak Kang się z kimś witał. Na pewno z Minho. Hm.. Niezłe z niego ciacho. Podeszłam bliżej, jak chłopak, który mnie tu zabrał zaczął mnie wołać. -Krystal, chodź. -Uśmiechnęłam się stając u jego boku. -To jest Minho, mój najlepszy przyjaciel. -Wskazał na mężczyznę opierającego się o futrynę wejścia. Spojrzałam na niego z uśmiechem. -Cześć, Minho. -Powiedziałam spokojnie. -Witaj, piękna. Hyuk dużo o tobie mówił. -Uśmiechałam się cały czas. -Ale nie powiedział, że będę miał doczynienia z taką piękną istotą jak ty. -Tym samym chwycił moją dłoń i jak prawdziwy gentleman ucałował moją dłoń. O Matko.. Jaki on jest czarujący i szarmancki. Moje policzki od razu się ponownie zaczerwieniły. -Ojej.. Dziękuję. -Okej, stary. Pozwól, że my już wejdziemy. -Kang nagle wtrącił się i chwycił mnie za nadgarstek. Spojrzałam szybko na niego. -Jasne. Bawcie się dobrze. -Szatyn przepuścił nas i oboje zagłębiliśmy się w otchłań tego szalonego miejsca. Było dość duszno. Powietrze przepełnione potem, wypitymi już procentami oraz dymem. Jak dawno nie było mnie w takim miejscu. -Wypijesz coś, czy wolisz na razie się oswoić z tym miejscem? -Spojrzałam szybko na podekscytowanego Hyuk'a. On też dawno nie był na żadnej imprezie, ponieważ pilnował mnie codziennie i spędzał ze mną każdą wolną chwilę. -Nie, nie. Zamów mi drinka. -Mruknęłam idąc ze starszym w stronę okazałego barku przy którym barmani robili swoje popisowe specjały. Nigdy nie piłam, tylko przy jakiejś okazji, ale tylko wino i szampana. Nigdy piwa ani wódki. Usiadłam przy barku razem z moim towarzyszem czekając na mojego drinka. Rozglądałam się dookoła. Muzyka wręcz ogłuszała. -Hej, proszę. -Poczułam jak ktoś, a mianowicie Min szturchnął mnie delikatnie w ramię. Odwróciłam się do niego ponownie biorąc do ręki napój. -Dziękuję. -Powiedziałam cicho obdarowując go delikatnym uśmiechem. -Na zdrowie. -Sam się uśmiechnął biorąc swój kieliszek i stuknął nim lekko o mój po chwili wypijając całą jego zawartość na raz. Spojrzałam na swój i wzięłam jednego łyka. Trochę goryczkowate, ale nawet dobre. Wzięłam kolejnego i kolejnego. Po chwili opróżniłam cały. -To teraz potańczymy. -Spojrzałam na starszego zagryzając delikatnie dolną wargę. Chyba alkohol już mi uderzył do głowy. Jak widać jestem w tym słaba. *** Powoli zaczynało kręcić mi się w głowie. Dookoła otaczał mnie tłum roztańczonych, spoconych i napalonych nastolatków, którzy tak jak ja pewnie byli już po wypitych kilku kolejkach. Byłam już tak pijana, że nie zwracałam uwagi na to z kim tańczę, co robię i chuj wie co jeszcze. Jak szaleć to szaleć. Cały czas spoglądałam w stronę siedzącego przy barku Minhyuk'a rozmawiającego razem ze swoim przyjacielem i gospodarzem tej imprezy, który jak widać chciał bardziej rozerwać Kang'a. Wypił o wiele mniej niż ja. Dlaczego on się nie bawi? Postanowiłam to zmienić, więc opuściłam swojego partnera z którym tańczyłam i podeszłam do Hyuk'a zgarniając z barku butelkę czystej, którą wcześniej zamówiłam z zamiarem jej wypicia. -Krys.. Ile już wypiłaś? -spojrzałam na mina, który wstał z taboretu przy barku. -Jak chce, to niech się bawi ile chce. -Dopowiedział szatyn towarzyszący chłopakowi z którym tu przyszłam. -Nie wiem. W ogóle się nie bawisz. -Burknęłam. Byłam z tego powodu niezadowolona. -Ale ja muszę Cię pilnować. -Gówno prawda. Chodź. -Nie chcę. -Dawał opór. Aish.. Nudziarz. -No idź stary jak Cię twoja laska o to prosi. -Spojrzałam na Minho. -Ona nie jest moją laską. -Zaczął zaprzeczać brunet będąc trochę zakłopotany. Przewróciłam oczami i chwyciłam go za kołnierz koszuli. -Aish! -westchnął głośno, kiedy tylko zaczęłam go prowadzić na skórzaną i czarną kanapę, która jako jedyna ze wszystkich była wolna. Będąc na miejscu popchnęłam starszego na nią i sama usiadłam okrakiem na jego udach miejąc butelkę w dłoni. Jego oczy automatycznie się powiększyły, kiedy tylko moja twarz znalazła się zaledwie kilka centymetrów od tej jego. -A teraz zrobisz to, co Ci karzę. -Mruknęłam zmysłowo oblizując swoje wargi. Sama nie wiedziałam, co robię. Przyłożyłam butelkę z wódką do twarzy mężczyzny patrząc na niego uważnie. -A jak się nie zgodzę? -Widziałam, że on che, ale nie pokazuje tego. Chce mnie pilnować? Nie musi. Umiem o siebie zadbać. -Jak nie zrobisz tego, to Cię do tego zmuszę. -Wykorzystałam to, że byłam już pijana i sama wzięłam do ust zaledwie jednego łyka, po czym odstawiłam butelkę na bok i spojrzałam prosto w idealną twarz Min'a. Położyłam obie dłonie na jego policzkach i zbliżyłam swoje usta jeszcze bardziej do tych jego. Bez zastanowienia wpiłam się w nie od razu mocno. Poczułam, że mój towarzysz jest zaskoczony. Nie było to dziwne. Wpuściłam do jego ust niewielką ilość alkoholu, którą od razu przełknął, bo inaczej by się zakrztusił. Uśmiechnęłam się zadowolona pod nosem i na chwilę oderwałam się od niego. Nie jedna osoba patrzyła się na nas, a w szczególności Minho z bananem na ryju. Nie przejmowałam się tym. Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale sama poczułam usta bruneta przylegające prosto do moich oraz jego język drażniący moje pełne wargi. Westchnęłam cicho przylegając bardziej do jego ciała. Podobało mi się. Nie chciałam przerywać pocałunku. Z każdą sekundą robiło się coraz bardziej dziko i namiętnie. Jego język znał się w moich rozgrzanych ustach. Przesunęła dłonią po poliku starszego sunąc ją coraz niżej. Zatrzymałam ją na klatce piersiowej Hyuk'a. Poczułam dłoń Kang'a na moim udzie, które zaczął delikatnie pieścić opuszkami palców. Mruknęłam cicho i sama chwyciłam jego wolną dłoń, którą położyłam na jednej ze swoich piersi. Podobało mi się to. Podniecenie we mnie rosło. W brunecie pewnie też. Czułam, jak jego ciało robi się gorące. Sunął dłoń z mojego uda coraz wyżej. Moje ciało przechodziły dreszczyki, które były bardzo przyjemne. Wsunął ją pod moją sukienkę. O nie.. Tak publicznie? Trzeba to zmienić. Zabrałam szybko jego dłoń i oderwałam się na chwilę od jego ust. -Nie publicznie. -Szepnęłam biorąc do ręki butelkę, z której wzięłam kolejnego łyka. Starszy chłopak sam mi ją wyrwał z dłoni i napił się z niej dość sporo. Zagryzłam swoje wargi zadowolona z jego zachowania. O to mi właśnie chodziło. Mm.. Jaki on jest seksowny i gorący.. -Dobrze, kicia. -Szepnął odkładając butelkę na bok. Oblizałam jego wargi delikatnie chwytając w ząbki tą dolną. Chciałam się bawić i robiłam to. Wszystko dookoła wirowało, było duszno i to bardzo. Nawet nie wiem kiedy Min zabrał mnie ze sobą do domu. *** Bolała mnie bardzo głowa. Nie miałam siły się budzić i wstawać, ale jednak to zrobiłam. Otworzyłam oczy. Rozejrzałam się. To nie był mój pokój, ale znałam go. Czekaj, czekaj... Odkryłam kołdrę. Byłam naga. Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam szybko w bok. Moje serce stanęło. Obok mnie leżał przykryty kołdrą nagi Minhyuk - mój najlepszy przyjaciel. Czy my.. Aish! Co się wczoraj działo!? Nic nie pamiętam! Rozejrzałam się szybko po pokoju. Wszędzie były porozrzucane nasze ubrania. Przeczesałam dłonią swoje włosy wzdychając głośno. Co się wczoraj działo? Nie wiem... Nie pamiętam..
niedziela, 4 października 2015
I REMEMBER - Część I
Od autora: I jest pierwsza część! Właśnie jestem w trakcie pisania kolejnej. więc niedługo możecie się jej doczekać :3 Postaram się ją dodać jak najszybciej. mam dużo weny. ale mało czasu. ehh. :( Za wszelkie błędy przepraszam. PRZEPRASZAM. ♥ Miłego czytania ♥
~Bez względu na to, co się stanie, zawsze będziemy razem.. ~Obiecujesz mi to? ~Tak... Obiecuję... Kocham Cię...- To były ostatnie słowa z jego ust. Nic więcej nie pamiętam poza jednym - naszym ostatnim pocałunkiem... naszej ostatniej wspólnej chwili... Tak. To były ostatnie minuty, kiedy mogłam go dotknąć, usłyszeć... pocałować, zanim to się stało. Mogłam się wtedy wstrzymać, to ja zaczęłam tą kłótnię.. Tak. Pamiętam, że kłóciliśmy się, ale nie pamiętam nawet o co... Mogłam się ogarnąć, ale nie zrobiłam tego. Przynajmniej miałabym go teraz przy sobie całego, zdrowego, uśmiechniętego... Jego cudowny uśmiech... Nigdy go nie zapomnę. ~Ja też Cię kocham...- wszystko ucichło. Straciłam przytomność, ale kiedy się obudziłam... już mnie tam nie było. Myślałam, że to był tylko zły sen, który zaraz minie, ale musiał okazać się prawdą. To się stało naprawdę... Chciałam go ujrzeć, przytulić się do niego, powiedzieć mu o tym, że zostanie ojcem, ale to było już niemożliwe. Wtedy dowiedziałam się, co się stało... ~Bardzo mi przykro, ale pani narzeczony... nie przeżył. -Na słowa starszej kobiety w białym kitlu poczułam, jakby wszystko się zrujnowało. Cały mój świat i życie mając świadomość, że już go nie ujrzę, nie poczuję jego dotyku, jego ciepła, jego miękkich ust, które potrafiły tyle zrobić. Myślałam, że jedyne, co mogło po nim zostać nie ucierpi, ale... ~A... Dziecko?- dobrze pamiętam moje pytanie. Byłam bezsilna na płacz, to za bardzo bolało. Kobieta zaprzeczyła głową. Czułam się, jakby ktoś wszystko mi odebrał... wszystko, co najcenniejsze. Przestałam czuć chęć do życia. Nic już się dla mnie nie liczyło. Straciłam osobę, którą kochałam najbardziej na świecie i potomstwo, którym mieliśmy się razem cieszyć, mieliśmy je wspólnie wychować, zaopiekować się nim, ale to musiało się wszystko pokrzyżować. Mówili, że nie można było go uratować. Udało im się mnie wyciągnąć z tego samochodu, ale go mogli? Nie mogli mu uratować życia!? Dlaczego akurat on... Dlaczego nie mogłam to być ja.. To wszystko moja wina.. Było to zaledwie miesiąc temu, a cały czas mi się zdaje, jakby to wszystko było wczoraj... Jakby on jeszcze niedawno cieszył się razem ze mną planowanym małżeństwem. Mieliśmy tyle planów na przyszłość.. Mieliśmy założyć rodzinę i być razem szczęśliwi.. Teraz to jest nie do spełnienia.. Na samą myśl o tym wszystkim boli mnie serce, nie mam siły już tego wspominać. Po zaledwie dwóch tygodniach wypuścili mnie ze szpitala. Nie miałam dokąd wracać, dla kogo żyć, ale kiedy byłam już na granicy rozpaczy... chciałam to zakończyć. Wszystkie moje cierpienia.. Miałam zamiar już to zrobić. Pamiętam.. Poszłam wtedy na most.. Chciałam skoczyć. Kiedy znalazłam się na jego krawędzi nagle poczułam czyjeś ręce owijające się wokół mojego brzucha tak mocno, aby przeszkodzić mi w moich zamiarach. ~Proszę Cię... Nie rób tego..- usłyszałam wtedy kogoś. Znałam ten głos. Już,nawet nie pamiętam, czy rozpłakałam, ale wiem jedno... On mnie wziął w swoje ramiona tak mocno, jakby nie chciał mnie puścić. Był on moim najlepszym przyjacielem. ~Min Hyuk... Ja muszę to zrobić... ~Wcale nie musisz... Wracaj do domu.- Dobrze pamiętam. Pocałował mnie w czoło. Nie miałam dokąd iść. Nikt bliski mi już nie został, oprócz mojego najbliższego przyjaciela. Pamiętam... Zabrał mnie wtedy do siebie, pozwolił mi tam mieszkać. Poczułam, że komuś jeszcze na mnie zależy...
~~~***~~~
Siedziałam ze zniczem w ręku naprzeciwko marmurowego nagrobka na którym widniała tabliczka z wygraderowanym napisem "Ś.P. Jung Yongh Hwa, ur. 22.06.1989 r., zm. 06.11.2014 r. Niech spoczywa w Bogu". Do moich oczu zaczęły napływać stopniowo łzy. -Kocham Cię, idioto... To nie musiało tak się skończyć.- Zapaliłam znicz i postawiłam go na nagrobek. Przymknęłam oczy wspominając sobie wszystkie chwile spędzone z nim.
~~~***~~~
Było już ciemno. Z tego, co pamiętam to było po godzinie dwudziestej pierwszej. Szłam ścieżką mając w uszach słuchawki. Kochałam muzykę, nie mogłam bez niej żyć. Spotykałam ją na każdym etapie swojego życia. Słuchałam swojej ulubionej piosenki "Don't go". Nieświadoma niczego szłam spokojnie wzdłuż drogi idąc do kawiarni. Chciałam przejść przez ulicę, ale nie zauważyłam nadjeżdżającego, rozpędzonego samochodu pędzącego prosto na mnie. Dopiero stojąc na środku przejścia ujrzałam oślepiający blask świateł samochodowych. Całe życie minęło mi przed oczami. Myślałam, że to już mój koniec, ale nagle poczułam, że ktoś "porywa" mnie z miejsca, w którym mogłam zakończyć swój żywot. Wystraszona upadłam prosto na mojego zbawcę.
~~~***~~~
Przez łzy zaczęłam się uśmiechać wspominając moje pierwsze spotkanie z Yung'iem. Od pierwszego wejrzenia w jego cudowne, kakaowe oczy wiedziałam, że chcę z nim spędzić resztę życia.
~~~***~~~
~Dziękuję...- wykrztusiłam z siebie spoglądając swoimi spanikowanymi oczami w jego ciemne tęczówki. Później razem poszliśmy do kawiarni, która była moim zaległym celem. Poznaliśmy się lepiej. Rozmawialiśmy o wszystkim. ~Jak Ci na imię?- Wtedy pierwszy raz ujrzałam jego olśniewający uśmiech. ~Krystal. ~Piękne imię. Pamiętam, że wtedy się uśmiechnęłam. Chyba pierwszy raz od czasu, kiedy straciłam rodziców..
~~~***~~~
Im dalej sięgałam pamięcią… tym bardziej mi go brakowało. -Dlaczego mi to zrobiłeś!?- Bezsilnie upadłam na marmurkową płytę nagrobkową dając się ponieść płaczu, który ze mną zwyciężał. Nie wiem po ilu... Pięciu? Dziesięciu minutach? Zasnęłam tam. Nie przeszkadzało mi, że mróz drażnił moje ciało. Było zimno, ale nie zważałam na to. Zbliżała się zima. Był to 6 Grudnia 2014 roku. Śladu śniegu jeszcze nie było, ale niskie temperatury nie wsprzyjały ludzkiemu organizmowi. Pochłonięta snem, jak niedźwiedź, który zapada w sen zimowy, byłam nieświadoma niczego, co działo i miało się dziać wokół mnie.
~~~***~~~
~To tutaj mieszkasz?- Jego cudowny głos wydobył się z pomiędzy jego pełnych i ponętnych warg. ~Tak... Jeszcze raz Ci dziękuję.- Znowu to zrobiłam - uśmiechnęłam się do niego. ~Nie dziękuj. Jutro też może gdzieś wyjdziemy razem?- Na te słowa poczułam, jak na mojej twarzy pojawiły się rumieńce zalewające moje blade policzki. To nie był częsty widok dla osób, które mnie znały. Jeszcze nigdy żaden chłopak nie zaproponował mi wspólnego wyjścia. ~O...Oczywiście.- Wtedy pierwszy raz poczułam się zauważona. Nigdy tego nie czułam. ~To super! Będę pod twoim domem ooo... hmm... Piętnasta. Nie zapomnij tylko.- On znowu to zrobił - uśmiechnął się równie pięknie jak wyglądał. ~Nie zapomnę. Do jutra.- Pożegnałam go i schowałam się za bramką prowadzącą na moją posesję, którą mama z tatą na mnie przypisali. Zdołałam usłyszeć "Do jutra", kiedy byłam już przy swoich drzwiach. Nie dałam rady ich otworzyć, ręce całe mi się trzęsły. Doświadczyłam w tym dniu czegoś koszmarnego, ale kosztem tego... coś niesamowitego.
~~~***~~~
Uśmiechałam się sama do siebie, ale nie na długo... Nagle dookoła mnie pojawiła się czarna otchłań. Wszystko zniknęło i powstała ciemność. Wystraszona odwróciłam się i ujrzałam go... Stał cały we krwi, miał liczne zadrapania na swoim ciele, a jego brzuch krwawił. Za chłopakiem leżał rozbity samochód. Był dokładnie w takim stanie, jak w dniu wypadku. Wgniecenia, zadrapania i cieknąca benzyna. W środku... byliśmy my. Bezsilni, bezbronni, zamknięci bez wyjścia. Szybko zrobiłam parę kroków do przodu. Chciałam go dotknąć, ale jego postać się odezwała. ~Obiecałeś, że zawsze będziemy razem! Czemu mnie zostawiłeś tutaj samą!?- Rzuciłam się na niego obejmując go mocno rękoma w pasie. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Jego spojrzenie było tępo wbite w moją postać. ~No powiedz coś!- Potrząsnęłam nim, ale mój ukochany ani drgnął... Odwrócił lekko głowę w tył, tym samym spoglądając na samochód, w którym... mnie już nie było. Leżał w nim tylko mężczyzna, męcząc się z dużą ilością ran. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Chciałam tam pobiec, wyciągnąć go stamtąd, ale było za późno. Samochód stanął w płomieniach i chwilę później eksplodował. Nic z niego nie zostało, tylko ogień...
~~~***~~~
Otworzyłam szybko załzawione oczy. Widziałam jak przez mgłę. Zaczęłam się rozglądać dookoła. Nie znajdywałam się na cmentarzu tylko... w domu? Tak. Na pewno. -Dzięki Bogu się obudziłaś.- Poczułam, jak chłopak łapie mnie za ręce. -Min Hyuk... Co się stało... -Długo Cię nie było. Szukałem Ciebie w całym mieście.- Spojrzał mi w oczy. Było w nich widać radość, a za razem ulgę i... panikę.- Martwiłem się o Ciebie... Myślałem, że...- Po jego policzku spłynęła pojedyńcza łza. -Min Hyuk ... -Znalazłem Cię na cmentarzu. Spałaś na ziemi.- Mówił wcinając się w moje słowo.- Było bardzo zimno. Myślałem, że możesz się już nie obudzić.- Zacisnął swoją ciepłe dłonie na moich i złączył je okrywając swoimi. -Mogłeś mnie tam zostawić...- Szepnęłam cicho. Mój głos drżał z zimna. -Nawet takiego czegoś nie mów...- Uniósł obie dłonie, pomiędzy którymi znajdywały się moje. Przybliżył swoją twarz do nich i rozchylił delikatnie swoje wargi, po czym zaczął lekko ogrzewać moje drobne dłonie ciepłym powietrzem z płuc. Chłopak miał dziecięce rysy twarzy, jak na dwadzieścia trzy lata. Jego pełne, różowe wargi idealnie kontrastowały się z jego dużymi, piwnymi oczami. Jego drugim atutem, zaraz po oczach, były grube, gęste i zazwyczaj ciemne włosy, które zawsze miał ułożone w lekkim nieładzie. Nie był brzydki, raczej przystojny i to bardzo. Miał wysoką i szczupłą, ale wysportowaną sylwetkę. Kochał sport. Nie jedna się za nim oglądała, ale on był bardzo niedostępną osobą, ale też miłą, czułą i nadopiekuńczą. Przynajmniej miałam wiernego przyjaciela. -Zmarzłaś...- Puścił moją dłoń i wstał na równe nogi, po czym poszedł gdzieś. Odprowadziłam starszego chłopaka wzrokiem błądząc za nim. Westchnęłam cicho i ułożyłam ponownie głowę wygodnie. Po zaledwie trzech minutach brunet wyszedł z kuchni i przyszedł do mnie. W ręku trzymał kubek z parującym napojem. -Co to?- Zapytałam podnosząc się lekko. -Herbata. Pij powoli.- Postawił kubek na szafce i usiadł na łóżku obok mnie. -Dziękuję.- Powiedziałam z lekkim uśmiechem, na co pięknowłosy odwzajemnił mój gest. Sięgnęłam po kubek z gorącą cieczą. Kiedy chwyciłam go w obie dłonie, rozlałam połowę herbaty. Moje ręce się całe trzęsły. Przy okazji poparzyłam lekko sobie dłonie.- Aish... Przepraszam. -Nic Ci nie jest? Pokaż szybko.- Chłopak odstawił kubek na szafkę i sięgnął swoimi dłońmi do moich. Nic poważnego się nie stało, były tylko lekko czerwone. -Oppa. Nic mi się nie stało. Jest dobrze.- Wysunęłam ręce z jego dłoni i położyłam je na pościeli pachnącej lawendą.- Przepraszam. Ja to zaraz wytrę.- Miałam już się podnieść, ale starszy mi w tym przeszkodził kładąc ręce na moich ramionach. -Połóż się. Ja to wytrę, ale najpierw Cię napoję, bo jak widać, to moja mała Sky nie umie pić.- Brunet zaśmiał się cicho, a ja wraz z nim. Był dość zabawną osobą. Sięgnął po herbatę i przyłożył ją ostrożnie do moich ust.- Pij powoli.- Powiedział opiekuńczo, a ja zrobiłam to, co kazał. -P-pyszna.- Powiedziałam załamując głos. -Bo sama ją wybierałaś.- Kang ponownie zaśmiał się i postawił kubek, który trzymał w dłoniach, na szafce.- Cieplej Ci?- Zaprzeczyłam głową. Herbata nic nie pomagała. -Eh...- Chłopak podrapał się po karku.- Przyniosę Ci koc... a nawet dwa. -Nie. -Hm? -Nie chcę koca.- Odparłam i poklepałam miejsce obok siebie. Wolałam ciepło najlepszego przyjaciela, niż jakiejkolwiek innej rzeczy. -Ale po co? -Po prostu się połóż.- Zmusiłam go do tego, aby położył się obok mnie. Chciałam się do niego przytulić... Tak jak myślałam... Zrobił to. Nigdy mi jeszcze nie odmówił. -Eh...- Był speszony. Było to widać, dlatego się do niego przytuliłam, aby zobaczyć, co on zrobi. -Mogę tak zostać, prawda?- Naciągnęłam na nas kołdrę. -T...Tak.- Uśmiechnął się nerwowo. Po co te nerwy? -Dziękuję.- Wtuliłam się w niego. -Pewnie jesteś zmęczona... Połóż się spać.- To chyba miał być jakiś pretekst, bo Min zdawał się być speszony, ale ciekawe czym... Moją obecnością? Wcześniej nie bał się przebywać ze mną tak blisko. -Nie. Nie chcę spać. Muszę wziąć gorącą kąpiel.- Odkryłam kołdrę i powoli wysunęłam się z łóżka. Cała się trzęsłam po tym koszmarnym śnie. Min Hyuk spojrzał tylko na mnie z troską i przytaknął głową. -Dobrze, Krys. Potrzebujesz jakiejś pomocy? Zanieść Ci coś? -Nie trzeba. Dziękuję, Oppa.- uśmiechnęłam się do starszego o dwa lata chłopaka na jeden kącik ust i po chwili zniknęłam za drzwiami mojego obecnego pokoju, które prowadziły na korytarz.
***
Siedziałam z podkulonymi nogami pod głowę. Gorąca woda oblewała moje ciało z każdej strony. To była jedna z niewielu chwil, w której mogłam się chociaż trochę zrelaksować i odstresować od wszystkiego. Oparłam głowę o kolana i wbiłam swój wzrok tępo w wykafelkowaną, biało - czarną ścianę będącą naprzeciwko mnie. Nieświadomie zaczęłam coś nucić pod swoim nosem.
~`If I let you in You'll just want out If I tell you the truth You'll fight for a lie If I spilt my guts it would make a mess we can't clean up.
If you follow me you will only get lost. If you try to get closer We'll only lose touch But you already know too much And you're not going anywhere…`~
Uśmiechnęłam się delikatnie kończąc zwrotkę piosenki, którą tak bardzo kocham. To przy niej właśnie spotkałam Jung'a, a raczej on ocalił moje życie.. Westchnęłam cicho uroniając jedną łzę. Pozwoliłam, by spokojnie spłynęła po moim policzku i wpadła do wody. Przesunęłam dłonią po krawędzi wanny.
~~~***~~~
~Wystarczająco Ci przyjemnie?- Jego głos brzmiał jak najpiękniejszy i najdroższy instrument. Anielski głos...
~Tak, bo ty tu jesteś.- Uśmiechnęłam się wtedy powoli przesuwając swoim delikatnym palcem po jego udzie, przez co dostał lekkich dreszczy. Zawsze tak reagował na mój dotyk. Yong złożył kilka delikatnych pocałunków na mojej szyi, wiedział, że to był mój słaby punkt. Zakręcił wodę, po czym objął mnie mocno swoimi silnymi i bezpiecznymi ramionami w pasie. Braliśmy wtedy naszą pierwszą, wspólną kąpiel. Była to jedna z najcudowniejszych chwil mojego życia.
~~~***~~~
-Krystal?- Usłyszałam pukanie do drzwi łazienki.- Wszystko okej? Nic Ci nie jest?- Chłopak zaczął panikować. Długo nie opuszczałam łazienki, z pewnością dlatego się martwił. Z trudem ocknęłam się i zabrałam słowo. -Tak. Wszystko jest okej. Nic mi nie jest.- Odpowiedziałam ponownie tonąc w otchłani przeszłości i wspomnień. -Ym... To dobrze.- Dosłyszałam, że brunet opuszcza korytarz. Spojrzałam na drzwi i potem na biały sufit na którym widniały tuziny małych lampeczek. Zanurzyłam się bardziej w gorącej wodzie i przymknęłam swoje oczy.
~~~***~~~
-Krystal?- Usłyszałam pukanie do drzwi łazienki.- Wszystko okej? Nic Ci nie jest?- Chłopak zaczął panikować. Długo nie opuszczałam łazienki, z pewnością dlatego się martwił. Z trudem ocknęłam się i zabrałam słowo. -Tak. Wszystko jest okej. Nic mi nie jest.- Odpowiedziałam ponownie tonąc w otchłani przeszłości i wspomnień. -Ym... To dobrze.- Dosłyszałam, że brunet opuszcza korytarz. Spojrzałam na drzwi i potem na biały sufit na którym widniały tuziny małych lampeczek. Zanurzyłam się bardziej w gorącej wodzie i przymknęłam swoje oczy.
~~~***~~~
~Kocham Cię, moja Księżniczko..
~Ja Ciebie też, mój Książę..- Yong był taki czuły, ostrożny i delikatny, kiedy się pierwszy raz kochaliśmy. Jego promienne, rozgrzane i doskonałe ciało powoli poruszało się nademną sprawiając, że rozpływałam się z rozkoszy i przyjemności, jaką mi dawał. Z każdym jego mocniejszym, szybszym i namiętniejszym ruchem czułam się tak dobrze, było mi tak gorąco, a za razem przyjemnie. Delikatnie przygryzał płatek mojego prawego ucha, przy czym,zaszęłam cicho pomrukiwać, niekiedy cichy i pojedyńczy jęk wydostał się z moich, spragnionych niego, ust. Po niedługiej chwili już pieściłam wargami jego delikatną, mleczną szyję, tak, jak potrafiłam najlepiej. Chłopak poruszał się we mnie coraz mocniej, coraz szybciej, na co ja zareagowałam. Wbiłam delikatnie paznokcie w jego plecy, a z moich ust wydostała się głośna symfonia różnorodnych jęków.
~Yong...Ah..- To było niesamowite. Jaką on mógł sprawić przyjemność każdym dotykiem swojego idealnego i rozgrzanego ciała.
~~~***~~~
Po moim policzku spłynęło parę łez, które po chwili zaczęły spływać w stronę gorącej wody. W jednej chwili kropelki zmieszały się z wodą wprawiając w ruch taflę wody. Spojrzałam prosto w wzburzoną lekko wodę. Po jakiś piętnastu minutach wstałam i wyszłam z wanny. Stanęłam przed lustrem, aby ujrzeć dużą bliznę po cesarskim cięciu znajdującą się na moim podbrzuszu. Ona mi wszystko przypominała, stratę dziecka i wypadek.
Westchnęłam cicho i pogładziłam się delikatnie dłonią po brzuchu, po czym odsunęłam się od lustra by pójść się ogarnąć. Sięgnęłam po ręcznik i wytarłam się nim dokładnie, po czym owinęłam go szczelnie wokół ciała tak, aby zasłonić miejsca intymne i piersi. Posprzątałm po sobie w łazience. Nie chciałam Kang'owi robić żadnego kłopotu, ale znając życie, gdyby tu ze mną był, to sam by posprzątał. Chwilę później opuściłam łazienkę i udałam się do swojego pokoju. Nie było w nim już mężczyzny. Lepiej dla mnie. Wyjęłam z szafy długą, męską koszulę, która należała do mojego byłego narzeczonego. Musiałam w niej spać. Była jedną z niewielu rzeczy, które po nim zostały. Był na niej jeszcze jego cudowny zapach, zapach jego perfum, które mu kupiłam w naszą pierwszą miesięcznicę. Zsunęłam z siebie ręcznik i ubrałam czystą bieliznę, a na to białą koszulę. Wytarłam trochę włosy i poszłam do salonu miejąc nadzieję, że zastanę tam Hyuk'a. Tak jak myślałam.. Min leżał na kanapie, spał tak słodko, że miałam żal go budzić. Ten wodok nacieszył moją twarz tak, że automatycznie na moją twarz wskoczył rozczulony i słodki uśmiech. Podeszłam do chłopaka bliżej i przykucnęłam przy nim. Delikatnie ucałowałam jego rumiany jak zwykle policzek i natychmiast wstałam podchodząc do fotela po duży, jedwabny koc. Znowu znalazłam się obok mężczyzny i okryłam go dokładnie i szczelnie kocem, ale nie zapomniałam, że jakoś musi oddychać.
-Dobranoc, Oppa..-Szepnęłam i delikatnie przeczesałam swoimi drobnymi i delikatnymi palcami jego gęste i grube kosmyki włosów. Odwróciłam się i miałam już pójść do siebie, ale niespodziewanie poczułam, jak czyjaś, a mianowicie jego dłoń chwyci moją tak mocno, jakby nie chciał mnie dalej puścić.
-H-hm?- Obróciłam się na pięcie w jego stronę i spojrzałam prosto w jego piwne oczy.
-Zaśpiewaj mi to, co śpiewałaś w łazience..- Hyuk patrzył na mnie takim spojrzeniem, że nie w sposób było mu odmówić. Spojrzałam lekko zarumieniona w bok, poczułam, jak moje policzki zaczynają piec. On mnie słyszał..?
-Heh... Kiedy słyszałeś, jak śpiewam?- Zapytałam lekko zdruzgotana przy czym podrapałam się w czubek głowy.
-Kiedy stałem przed łazienką.- Dostrzegłam na jego ustach zafascynowanie. Uśmiechał się tak delikatnie, a nadal słodko.- To jak, zaśpiewasz mi?-Powtórzył się Kang ciągnąc mnie bliżej do siebie.
-Em... No nie wiem. Nie umiem śpiewać.- Chciałam się jakoś wyrwać, ale on był uparty.
-Pięknie śpiewasz.. Proszę..- Nie mogłam wytrzymać. Musiałam mu zaśmiewać, bo inaczej byłoby mi go szkoda.
-Dobrze. Zaśpiewam.- Posłałam mu delikatny, ale czuły uśmiech , po czym przysiadłam się na kanapę do Min'a. Wzięłam parę głębszych oddechów, przymknęłam powieki i zaczęłam śpiewać tą piosenkę.
~`If I let you in You'll just want out If I tell you the truth You'll fight for a lie If I spilt my guts it would make a mess we can't clean up.
If you follow me you will only get lost. If you try to get closer We'll only lose touch But you already know too much And you're not going anywhere…`~
Przy ostatnich słowach otworzyłam oczy, by ujrzeć jego twarz. Byłam ciekawa jego opinii. Zdenerwowana zagryzłam delikatnie swoją dolną wargę. W jego oczach widziałam jakiś błysk, jakby szczęście, a za razem... smutek.
-Jesteś cudowna... Masz cudowny głos.- Kiedy tylko usłyszałam to zdanie, moją twarz oblał gorący rumieniec. Zapewne byłam już cała czerwona.
-Aish, Oppa...
-No co?- Dopiero do chwili dostrzegł, że wyglądam już jak dorodny buraczek.- Omo... Jakaś ty czerwona, a za razem słodka.
-Nie zawstydzaj mnie, proszę...- Nadęłam lekko swoje okrągłe policzki, ale nie próbowałam ukryć z twarzy mojego zadowolenia. Szybko położyłam się obok mojego przyjaciela od razu wchodząc mu pod kocyk.- Dziękuję, że jesteś...- Szepnęłam cicho do jego ucha, po czym wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową. Było mi ciepło i wygodnie. Czułam się jak wtedy, kiedy Yong był, i co noc brał mnie w swoje objęcia.
To ja dziękuję.- Dosłyszałam jeszcze jego ciche słowa i poczułam jego ciepłe wargi na swoim czole, zanim zrobiłam się tak bardzo zmęczona i odpłynęłam w Krainę Snów. Dosłyszałam tylko ciche "Dobranoc".
I REMEMBER
Tytuł: I Remember
Typ: Seria (1/?)
Gatunek: Dramat. Angst. Fluff. Fantasy
Paring: Krystal x Younghwa. Krystal x Minhyuk
Zespoły: f(x). CM BLUE
R: +18
Ostrzeżenia: Sceny erotyczne. przekleństwa. sceny fantastyczne (?)
Od autora: Annyeong~! To moje pierwsze. dłuższe opowiadanie na tym blogu. którego natchnieniem był pewien teledysk. hah. Mam nadzieję. że się wam spodoba i zostawicie swoją opinię w komentarzu. bo baaardzo mi zależy ;; xD Postaram się regularnie dodawać kolejne części. Hwaiting!!
~~~
Częśc I
Część II
sobota, 3 października 2015
4:44
Tytuł: 4:44
Typ: One Shot
Gatunek: Dramat. Angst
Paring: DaeJae (Daehyun x Youngjae), chyba BangJae (Yongguk x Youngjae)
Fandom: B.A.P
R: +16
Ostrzeżenia: ---
Od autora: Cześć! To moje pierwsze opowiadanie na tym blogu. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Bardzo mi zależy na waszej (pozytywnej) ocenie. Opowiadanie powstało przez przesłuchanie piosenki Bang'a - 4:44. Dziękuję za każdy zostawiony komentarz i opinię. Miłego czytania! ~
Obudziłem się jak zwykle o tej samej porze. Było koło piątej nad ranem, zaledwie czterdzieści cztery minuty po czwartej. O tej godzinie wszyscy w dormie jeszcze spali prócz mnie. Śniło mi się to co zwykle, żadna sensacja. Ostatnio nie mogę normalnie spać, w ogóle nie jem, nigdzie nie wychodzę. Jestem zamknięty w sobie, w swoim małym, światłoszczelnym pokoju bez żadnego kontaktu z innymi. Fakt, czasem opuszczam go na chwilę, aby wziąć prysznic czy choćby załatwić swoje potrzeby. Nie mam ochoty i siły na nic więcej. Dlaczego się tak czuję? Czy naprawdę jest ze mną tak źle jak mówią mi moi przyjaciele, z którymi mój kontakt już dawno się prawie urwał? To z mojej winy on zginął. To przeze mnie mój najlepszy przyjaciel, którego darzyłem większym uczuciem, umarł. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Usiadłem na twardym materacu biorąc do rąk ten sam przedmiot, co zawsze. Nic innego nie było mi potrzebne. -Wiem, że nie śpisz.. Proszę. Wyjdź z pokoju. -Zza drzwi dosłyszałem cichy i niski, ale przyjemny dla ucha głos jednego z moich przyjaciół. Nie odpowiedziałem tylko siedziałem na łóżku przykryty do pasa białą pościelą. W ręku trzymałem nasze wspólne zdjęcie. Był taki jak zawsze. Uśmiechnięty i zadowolony ze wszystkiego. Całymi godzinami siedziałem na materacu wpatrując się w jego piękną postać przesuwając co jakiś czas swoim smukłymi, potłuczonymi palcami po szkiełku chroniącym obrazek. Tak. Teraz tylko co po nim mi zostało, to jedna zdjęcie i wspomnienia. -Proszę.. -Głos starszego mężczyzny ponownie dobiegł do moich uszu. Po chwili ciszy usłyszałem jakiś hałas związany z zabezpieczeniem drzwi do mojego pokoju. W jednej chwili dostrzegłem wysokiego szatyna w tym ponurym pomieszczeniu, w którym można było wyczuć zapach trupa, rozkładu i śmierci. Tak. To ja byłem tym trupem. Zupełnie pozbawiony odrobiny życia. -B-Bang.. -Powiedziałem głucho spoglądając na mojego byłego lidera. Dlaczego nie śpi? Jak on tutaj wszedł.. Przecież pozbyłem się zapasowych kluczy do drzwi tego pokoju. -Minął miesiąc. Strasznie zmizerniałeś. -Usiadł na brzegu łóżka wbijając we mnie smutny wzrok. Widziałem w nim cierpienie, żal i smutek . Wiem, że bardzo cierpiał, ale to z innego powodu. -To bardzo boli. Nie mogę patrzeć na to, jak się staczasz. -Ujął mój drobny, zimny i zabliźniony nadgarstek w swoje duże i ciepłe dłonie. Tylko z pozoru był wredny, poważny i okropny. Tak naprawdę miał bardzo kryształową duszę i gołębie serce. -T-To moja wina.. Przeze mnie go tu nie ma. -Wydusiłem z siebie słabo. Inaczej nie potrafiłem. -Nie prawda. Nic nie jest twoją winą. -Cały czas miałem wkłuty mętny wzrok w postać siedzącą naprzeciw mnie, gładzącą delikatnie i czule moją dłoń. Widziałem, jak rozglądał się on po całym pokoju. Chociaż było ciemno, widoczne były na ścianach wgniecenia od pięści, krew - moja krew. Raniłem sam siebie chcąc ukarać swoje ciało tak samo jak i duszę. Do mojego oka napłynęło kilka łez widząc to, jak bardzo cierpi bliska mi osoba. -Przepraszam.. -Poczułem parzącą łzę spływającą po moim bladym poliku. Wzrok Yong Guk'a znał się na mojej bladej twarzy. Dłonie chłopaka okryły moje poliki, a jego pełne wargi, którymi ukoił każde miejsce na mojej twarzy dotknięte przez słone łzy, rozgrzały moje ciało. Nie za bardzo, ale poczułem coś, czego mi brakowało. Przytuliłem się mocno do starszego, chcąc chociaż przez chwilę zapomnieć. Nie trwało to długo. Mężczyzna zasnął w moich ramionach po zaledwie kilku minutach. Najwidoczniej był bardzo zmęczony, ale nie wysiłkiem, a psychiką, którą mu zrujnowałem. Ostatnio każdemu sprawiam coraz więcej problemów. Wszyscy martwią się tylko i wyłącznie o mnie. Nie dbają o swoje sprawy. Zrobili sobie przerwę w sławie, aby tylko zadbać o to, bym się nie zabił byłe kawałkiem szkła czy nożem schowanym w szafce kuchennej. Ostatnio miałem różne pomysły. Położyłem powoli lidera na swoim łóżku okrywając go kołdrą, a sam wyszedłem z pokoju po cichu przeczesując palcami swoje jeszcze gęste, ale osłabione, czarne jak heban włosy. Udałem się do drugiego pomieszczenia. Nic nie zostało w nim naruszone. Tak jak sprzed miesiąca. Każdy mebel w nietykalnym stanie jakby w oczekiwaniu na powrót właściciela tego pokoju. Podszedłem do łóżka siadając na jego brzegu. Delikatnie zacisnąłem w dłoni miękką pościel. Położyłem się na niej wdychając jej zapach. Jego cudowne perfumy o delikatnej woni. Nadal było je czuć. Ten aromat. Kiedyś mogłem codziennie go wdychać, kiedy przesuwałem swoim nosem po jego delikatnej szyi. Codziennie mogłem go dotknąć ze świadomością, że nie śnię. Teraz to już tylko przeszłość. Po jego śmierci nie chciałem już przesiadywać w tym pokoju. Przeniosłem się do najbardziej zaciemnionego i samotnego, jaki mógłby istnieć. Teraz nie chciałem się podnosić. Pragnąłem tylko rozkoszować się tym anielskim zapachem. Nikt inny nie posiadał takiej woni. Nawet nie wiedząc kiedy to nastało, zasnąłem. Obudziłem się w jakimś dziwnym miejscu. Wszystko dookoła było nieskazitelnie białe i czyste. Było bardzo jasno. Moje oczy nie wytrzymywały. Czy coś się stało? Umarłem? Po chwili usłyszałem jakieś pikanie. Czułem się okropnie słabo, a mój żołądek domagał się posiłku. Byłem już cztery dni na głodzie. -Wszystko powinno być z nim dobrze. Jest bardzo odwodniony, a jego organizm na granicy wyniszczenia. Z czasem odzyska sił. -Słyszałem te słowa jak przez jakąś watę. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie miejsce mojego pobytu. Powoli otworzyłem oczy. Byłem na sali szpitalnej podłączony pod jakąś kroplówkę, może dwie. Dostrzegłem zaledwie trzy postacie. Mężczyznę w białym kitlu i dwie pielęgniarki, które coś z nim konsultowały. Żadnych znajomych twarzy. -Co z nim? -Usłyszałem jeszcze jeden głos. Tym razem bardzo mi znajomy. Wszystko do okoła zdało się być już ciche. Było mi nadal słabo, ale ujrzałem, że ta postać podeszła do łóżka, na którym odpoczywałem. Bang? Znowu on? Westchnąłem słabo zamykając całkiem oczy. Chciałem być sam. -Jak się czujesz? -To przez Ciebie tutaj jestem? -powiedziałem słabo niezadowolony z tego. Nie usłyszałem odpowiedzi, ale jak na chwilę otworzyłem powieki, dostrzegłem tylko jego połowę sylwetki oraz przytakującą głowę. -Po co? -Bałem się bardzo o Ciebie. -Nie musiałeś. Zgaś to światło w sali. -Szepnąłem bezsilnie. Wszystko mnie drażniło. W jednej chwili na sali zrobiło się ciemno. Do pomieszczenia docierały tylko delikatne smugi światła z rozświetlonego korytarza. -Już lepiej? -Mój "opiekun" ponownie znalazł się przy mnie. Tak bardzo się o mnie boi, że zrezygnował ze snu, by mnie tu przywieźć. -Gdzie chłopaki? -W domu. Najprawdopodobniej jeszcze śpią. -Chłopaka spojrzał na zegarek. -AM 6:44. Na pewno śpią. -Ponownie zamknąłem oczy chcąc już całkiem odpocząć. -Nie budź ich. Niech odpoczywają. -Powiedziałem cicho. Nie chciałem nikogo już martwić swoim stanem. -Proszę. Wracaj do domu. -Dodałem po chwili. -Nie zrobię tego. -Usłyszałem powagę w głosie opiekuńczego chłopaka. Uparciuch jeden. -Proszę.. Chcę tu być sam. -Nie mogę Cię zostawić. -Aish.. Zawsze tak robił. -Błagam. Chcesz bym wyzdrowiał? Zostaw mnie samego. -Otworzyłem jeszcze raz oczy by ujrzeć jego twarz ponownie. Spojrzałem głęboko w oczy mojego przyjaciela. Miałem nadzieję, że przekonam go choć trochę. -Mhm. Dobrze. -Nasz kontakt wzrokowy się nie urywał. Chyba zrozumiał to, co chciałem mu przekazać. W jednej chwili poczułem, jak jego usta powoli przylegają do moich. Nie wiedziałem, co się w tej chwili działo. Zamknąłem tylko powieki kładąc jedną z obandażowanych dłoni na swojej klatce piersiowej. Moje serce biło szybciej. Było czuć, jak bije, nie to, co wcześniej. Chwilę później ciemnowłosy mężczyzna odkleił się od moich popękanych i sinych warg wychodząc z pokoju, przy czym nic nie zdąrzyłem powiedzieć. Dosłyszałem tylko ciche słowa "Dbaj o siebie." Znowu to samo. Obudziłem się cały spocony i obolały. Zerknąłem bezsilnie na zegar. Późno już, bo po czwartej. Czułem, że powoli, lecz nie za bardzo odzyskuję sił, ale tylko moja siła fizyczna wracała do normy. Psychika zostawała nienaruszona. Nie chciałem otwierać oczu. Pragnąłem ponownie zasnąć, ale bez żadnych skutków. Westchnąłem ciężko. -Jae.. -Do moich uszu dotarł szept, który przyprawił mnie o ciarki na ciele. -Jae. -Rozchyliłem delikatnie powieki, aby ujrzeć chociaż twarz tej osoby. Był to mężczyzna o nie przeciętnej, ale dobrej budowie ciała. W tej ciemnościach dostrzegłem jego twarz. Blondyn. Włosy ułożone w lekkim nieładzie, ale nadal dobrze wyglądające z jego twarzą o bardzo specyficznych rysach. Duże i podkreślone na czarno oczy oraz pełne i delikatne wargi ułożone w delikatnym uśmiechu co jakiś czas wypowiadające moje imię. Był ubrany na biało, co bardzo wyróżniało się w tym ponurym kolorze zaciemnionego pomieszczenia. Jakby promyczek szczęścia i nadziei pojawił się w moim bezsensownym i pustym życiu. -Dae... -szeptem próbowałem się odezwać do chłopaka. Poczułem się słabszy, niż wcześniej. -Dae Hyun. -Powtórzyłem, a uśmiech z jego twarzy nie znikał. Chciałem go w tej chwili dotknąć, objąć, pocałować. Pragnąłem się przekonać, że nie śnię, że on jest tu naprawdę przy mnie. -Czy ja mam jakieś zwidy, albo śnię? -Nie śnisz. -Dostrzegłem, jak starszy chłopak usiadł na łóżku obok mnie chwytając moją dłoń w swoje. Były takie delikatne, jego ramiona bezpieczne, a każdy dotyk sprawiał, że wszystko stawało się lepsze. -Gdzie ty byłeś.. Dlaczego mnie zostawiłeś.. -Zagryzłem mocno dolną wargę. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. -Tęskniłem bardzo. -Wiem o tym. -Uniósł mój podbródek tak, abym patrzył się prosto w jego oczy. Były cudowne. Pełne radości i pozytywnej energii. -Ale już obiecuję, że Cię nigdy nie opuszczę. Zawsze jestem i będę przy tobie. -Delikatnie ucałował mą dłoń swoimi miękkimi i ciepłymi wargami. -To dlaczego Cię nie było, jak Cię potrzebowałem? Dlaczego nie powstrzymałeś mnie od tego..? -Poczułem złość pokazując na swoje pocięte nadgarstki. -Dlaczego nie powstrzymałeś mnie od powolnej śmierci!? Nie widzisz jak ja umieram!? Jak się zaczynam rujnować!? -Oddech wraz z sercem przyspieszył. Puls skoczył. Czułem, jak coś się we mnie zaczyna gotować. Blondyn tylko położył palec na moich ustach pochylając się nad moją osobą. -Csii.. Zapamiętaj. Zawsze będę przy tobie. Nawet jak zwątpisz, to ja będę Cię chronił. -Powoli przestawałem wszystko rozumieć. Nie potrafiłem znaleźć sensu w jakimkolwiek jego słowie. W tej chwili zabrał swoją dłoń patrząc na moją twarz. Niedługo się spotkamy. Kocham Cię. -Po tych słowach tylko poczułem delikatne, ale czułe muśnięcie jego słodkimi wargami moich ust. Zamknąłem na chwilę oczy, ale jak je otworzyłem - okazało się, że to była tylko iluzja. Naprawdę go tutaj nie było. Nie siedział tutaj razem ze mną trzymając moją dłoń, nie pocałował mnie, nie odezwał się. Spojrzałem na zegar wiszący na jednej z białych ścian, który oświetlał blask światła z długiego i pustego korytarza. AM 4:40. Westchnąłem cicho zaciskając powieki, aby nie uronić ani jednej łzy. Nie wytrzymywałem. Miałem po prostu wszystkiego dosyć. Ja go naprawdę kochałem. Był dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Nasze wspólne wspomnienia, pierwsza randka, pierwszy pocałunek, nasz pierwszy raz.. To wszystko poszło w niepamięć. Zacząłem krzyczeć w duchu z całych sił. Wszystkie moje myśli zamieniły się w jedną. Wstałem z łóżka wykorzystując wszystkie siły, jakie miałem. Spojrzałem na szafkę obok łóżka. Leżała tam kartka i długopis. Chyba zostawione przez pielęgniarkę. Wziąłem do ręki pisadło i napisałem na papierze kilka słów następnie kładąc białą kartkę na poduszce. Powyrywałem z rąk te wszystkie kroplówki i urządzenia, które cały czas pikały. W jednej chwili respirator zaczął wariować, a w oddali dosłyszałem donośny głos lekarza oraz kilku pielęgniarek. Podszedłem do okna. Było otwarte, zasłonięte żaluzjami. Odsunąłem je wyglądając na zewnątrz. Ciemno. O tej godzinie już się robiło ponuro i czarno. -Niech pan się natychmiast położy na łóżku. -Dosłyszałem dochodzący zza pleców głos jednej z niskich pielęgniarek w podeszłym już wieku. Nic nie odpowiedziałem tylko usiadłem na ramie okna patrząc w dół. To jakieś dwadzieścia metrów wysokości. Chwila nieuwagi, a ktoś głupi jak ja mógłby się zabić. Naprawdę trzeba być idiotą, żeby zrobić to co ja zrobiłem w tej chwili. Zdołałem tylko usłyszeć krzyk kobiety i spanikowany głos lekarza. Moją ostateczną myślą były ostatnie słowa Dae, którego spotkałem w mojej wyobraźni kilka minut temu, "Niedługo się spotkamy. Kocham Cię." Natychmiastowa utrata świadomości. Czas zgonu: AM 4:44. -AM 4:43. Jeżeli kogoś kochasz to zrobisz wszystko, by z nim być, nawet, jeśli ceną tego jest życie. -Czytałem kolejne słowa z kartki uraniając za każdym razem kolejną łzę. -Przepraszam.. Musiałem to zrobić. Teraz jestem szczęśliwy. Mogę z nim być na zawsze i nic nas już nie rozdzieli. Dbajcie o siebie. Kocham was." -Ścisnąłem mocno papier w dłoni po chwili cisnąc go w ścianę z głośnym krzykiem. Spojrzałem na dwójkę policjantów rozmawiającymi z personelem szpitalnym. -Kiedy odnaleziono ciało chłopaka? -Zapytał jeden z nich. Nie chciałem tego słuchać. Nie mogłem uwierzyć w to, że Young Jae popełnił samobójstwo. Osoba, którą od zawsze kochałem się zabiła. Wybiegłem z sali zdezorientowany mijając przy tym resztę chłopaków, z którymi tutaj się znalazłem. -Bang! Zaczekaj! -Słyszałem głos jednego z nich, najprawdopodobniej Jun Hong'a, ale nie zwracałem na to uwagi. Nikogo nie chciałem słuchać. Pragnąłem stąd uciec. Wybiegłem ze szpitala od razu biegnąc przed siebie. Nie zwracałem na nic uwagi. Łzy i mgła przyćmiewały moje opuchnięte od płaczu oczy. Nic już nie widziałem. Nawet tego, że znalazłem się na środku jezdni. -GUK!! -Usłyszałem głośny krzyk moich przyjaciół. Nie dostrzegłem tego, że wbiegłem prosto przed rozpędzoną ciężarówkę. Całe życie przemknęło mi przed oczami. Nagle bach. Ostateczny czas zgonu: AM 5:44. Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu... Umiera się nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie. Niestety ból z miłości do tej osoby pokonał mnie, bo jestem słaby. Pamiętaj o tym, że kochałem i, że miłość skazała mnie na śmierć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


