Od autora: I jest pierwsza część! Właśnie jestem w trakcie pisania kolejnej. więc niedługo możecie się jej doczekać :3 Postaram się ją dodać jak najszybciej. mam dużo weny. ale mało czasu. ehh. :( Za wszelkie błędy przepraszam. PRZEPRASZAM. ♥ Miłego czytania ♥
~Bez względu na to, co się stanie, zawsze będziemy razem.. ~Obiecujesz mi to? ~Tak... Obiecuję... Kocham Cię...- To były ostatnie słowa z jego ust. Nic więcej nie pamiętam poza jednym - naszym ostatnim pocałunkiem... naszej ostatniej wspólnej chwili... Tak. To były ostatnie minuty, kiedy mogłam go dotknąć, usłyszeć... pocałować, zanim to się stało. Mogłam się wtedy wstrzymać, to ja zaczęłam tą kłótnię.. Tak. Pamiętam, że kłóciliśmy się, ale nie pamiętam nawet o co... Mogłam się ogarnąć, ale nie zrobiłam tego. Przynajmniej miałabym go teraz przy sobie całego, zdrowego, uśmiechniętego... Jego cudowny uśmiech... Nigdy go nie zapomnę. ~Ja też Cię kocham...- wszystko ucichło. Straciłam przytomność, ale kiedy się obudziłam... już mnie tam nie było. Myślałam, że to był tylko zły sen, który zaraz minie, ale musiał okazać się prawdą. To się stało naprawdę... Chciałam go ujrzeć, przytulić się do niego, powiedzieć mu o tym, że zostanie ojcem, ale to było już niemożliwe. Wtedy dowiedziałam się, co się stało... ~Bardzo mi przykro, ale pani narzeczony... nie przeżył. -Na słowa starszej kobiety w białym kitlu poczułam, jakby wszystko się zrujnowało. Cały mój świat i życie mając świadomość, że już go nie ujrzę, nie poczuję jego dotyku, jego ciepła, jego miękkich ust, które potrafiły tyle zrobić. Myślałam, że jedyne, co mogło po nim zostać nie ucierpi, ale... ~A... Dziecko?- dobrze pamiętam moje pytanie. Byłam bezsilna na płacz, to za bardzo bolało. Kobieta zaprzeczyła głową. Czułam się, jakby ktoś wszystko mi odebrał... wszystko, co najcenniejsze. Przestałam czuć chęć do życia. Nic już się dla mnie nie liczyło. Straciłam osobę, którą kochałam najbardziej na świecie i potomstwo, którym mieliśmy się razem cieszyć, mieliśmy je wspólnie wychować, zaopiekować się nim, ale to musiało się wszystko pokrzyżować. Mówili, że nie można było go uratować. Udało im się mnie wyciągnąć z tego samochodu, ale go mogli? Nie mogli mu uratować życia!? Dlaczego akurat on... Dlaczego nie mogłam to być ja.. To wszystko moja wina.. Było to zaledwie miesiąc temu, a cały czas mi się zdaje, jakby to wszystko było wczoraj... Jakby on jeszcze niedawno cieszył się razem ze mną planowanym małżeństwem. Mieliśmy tyle planów na przyszłość.. Mieliśmy założyć rodzinę i być razem szczęśliwi.. Teraz to jest nie do spełnienia.. Na samą myśl o tym wszystkim boli mnie serce, nie mam siły już tego wspominać. Po zaledwie dwóch tygodniach wypuścili mnie ze szpitala. Nie miałam dokąd wracać, dla kogo żyć, ale kiedy byłam już na granicy rozpaczy... chciałam to zakończyć. Wszystkie moje cierpienia.. Miałam zamiar już to zrobić. Pamiętam.. Poszłam wtedy na most.. Chciałam skoczyć. Kiedy znalazłam się na jego krawędzi nagle poczułam czyjeś ręce owijające się wokół mojego brzucha tak mocno, aby przeszkodzić mi w moich zamiarach. ~Proszę Cię... Nie rób tego..- usłyszałam wtedy kogoś. Znałam ten głos. Już,nawet nie pamiętam, czy rozpłakałam, ale wiem jedno... On mnie wziął w swoje ramiona tak mocno, jakby nie chciał mnie puścić. Był on moim najlepszym przyjacielem. ~Min Hyuk... Ja muszę to zrobić... ~Wcale nie musisz... Wracaj do domu.- Dobrze pamiętam. Pocałował mnie w czoło. Nie miałam dokąd iść. Nikt bliski mi już nie został, oprócz mojego najbliższego przyjaciela. Pamiętam... Zabrał mnie wtedy do siebie, pozwolił mi tam mieszkać. Poczułam, że komuś jeszcze na mnie zależy...
~~~***~~~
Siedziałam ze zniczem w ręku naprzeciwko marmurowego nagrobka na którym widniała tabliczka z wygraderowanym napisem "Ś.P. Jung Yongh Hwa, ur. 22.06.1989 r., zm. 06.11.2014 r. Niech spoczywa w Bogu". Do moich oczu zaczęły napływać stopniowo łzy. -Kocham Cię, idioto... To nie musiało tak się skończyć.- Zapaliłam znicz i postawiłam go na nagrobek. Przymknęłam oczy wspominając sobie wszystkie chwile spędzone z nim.
~~~***~~~
Było już ciemno. Z tego, co pamiętam to było po godzinie dwudziestej pierwszej. Szłam ścieżką mając w uszach słuchawki. Kochałam muzykę, nie mogłam bez niej żyć. Spotykałam ją na każdym etapie swojego życia. Słuchałam swojej ulubionej piosenki "Don't go". Nieświadoma niczego szłam spokojnie wzdłuż drogi idąc do kawiarni. Chciałam przejść przez ulicę, ale nie zauważyłam nadjeżdżającego, rozpędzonego samochodu pędzącego prosto na mnie. Dopiero stojąc na środku przejścia ujrzałam oślepiający blask świateł samochodowych. Całe życie minęło mi przed oczami. Myślałam, że to już mój koniec, ale nagle poczułam, że ktoś "porywa" mnie z miejsca, w którym mogłam zakończyć swój żywot. Wystraszona upadłam prosto na mojego zbawcę.
~~~***~~~
Przez łzy zaczęłam się uśmiechać wspominając moje pierwsze spotkanie z Yung'iem. Od pierwszego wejrzenia w jego cudowne, kakaowe oczy wiedziałam, że chcę z nim spędzić resztę życia.
~~~***~~~
~Dziękuję...- wykrztusiłam z siebie spoglądając swoimi spanikowanymi oczami w jego ciemne tęczówki. Później razem poszliśmy do kawiarni, która była moim zaległym celem. Poznaliśmy się lepiej. Rozmawialiśmy o wszystkim. ~Jak Ci na imię?- Wtedy pierwszy raz ujrzałam jego olśniewający uśmiech. ~Krystal. ~Piękne imię. Pamiętam, że wtedy się uśmiechnęłam. Chyba pierwszy raz od czasu, kiedy straciłam rodziców..
~~~***~~~
Im dalej sięgałam pamięcią… tym bardziej mi go brakowało. -Dlaczego mi to zrobiłeś!?- Bezsilnie upadłam na marmurkową płytę nagrobkową dając się ponieść płaczu, który ze mną zwyciężał. Nie wiem po ilu... Pięciu? Dziesięciu minutach? Zasnęłam tam. Nie przeszkadzało mi, że mróz drażnił moje ciało. Było zimno, ale nie zważałam na to. Zbliżała się zima. Był to 6 Grudnia 2014 roku. Śladu śniegu jeszcze nie było, ale niskie temperatury nie wsprzyjały ludzkiemu organizmowi. Pochłonięta snem, jak niedźwiedź, który zapada w sen zimowy, byłam nieświadoma niczego, co działo i miało się dziać wokół mnie.
~~~***~~~
~To tutaj mieszkasz?- Jego cudowny głos wydobył się z pomiędzy jego pełnych i ponętnych warg. ~Tak... Jeszcze raz Ci dziękuję.- Znowu to zrobiłam - uśmiechnęłam się do niego. ~Nie dziękuj. Jutro też może gdzieś wyjdziemy razem?- Na te słowa poczułam, jak na mojej twarzy pojawiły się rumieńce zalewające moje blade policzki. To nie był częsty widok dla osób, które mnie znały. Jeszcze nigdy żaden chłopak nie zaproponował mi wspólnego wyjścia. ~O...Oczywiście.- Wtedy pierwszy raz poczułam się zauważona. Nigdy tego nie czułam. ~To super! Będę pod twoim domem ooo... hmm... Piętnasta. Nie zapomnij tylko.- On znowu to zrobił - uśmiechnął się równie pięknie jak wyglądał. ~Nie zapomnę. Do jutra.- Pożegnałam go i schowałam się za bramką prowadzącą na moją posesję, którą mama z tatą na mnie przypisali. Zdołałam usłyszeć "Do jutra", kiedy byłam już przy swoich drzwiach. Nie dałam rady ich otworzyć, ręce całe mi się trzęsły. Doświadczyłam w tym dniu czegoś koszmarnego, ale kosztem tego... coś niesamowitego.
~~~***~~~
Uśmiechałam się sama do siebie, ale nie na długo... Nagle dookoła mnie pojawiła się czarna otchłań. Wszystko zniknęło i powstała ciemność. Wystraszona odwróciłam się i ujrzałam go... Stał cały we krwi, miał liczne zadrapania na swoim ciele, a jego brzuch krwawił. Za chłopakiem leżał rozbity samochód. Był dokładnie w takim stanie, jak w dniu wypadku. Wgniecenia, zadrapania i cieknąca benzyna. W środku... byliśmy my. Bezsilni, bezbronni, zamknięci bez wyjścia. Szybko zrobiłam parę kroków do przodu. Chciałam go dotknąć, ale jego postać się odezwała. ~Obiecałeś, że zawsze będziemy razem! Czemu mnie zostawiłeś tutaj samą!?- Rzuciłam się na niego obejmując go mocno rękoma w pasie. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Jego spojrzenie było tępo wbite w moją postać. ~No powiedz coś!- Potrząsnęłam nim, ale mój ukochany ani drgnął... Odwrócił lekko głowę w tył, tym samym spoglądając na samochód, w którym... mnie już nie było. Leżał w nim tylko mężczyzna, męcząc się z dużą ilością ran. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Chciałam tam pobiec, wyciągnąć go stamtąd, ale było za późno. Samochód stanął w płomieniach i chwilę później eksplodował. Nic z niego nie zostało, tylko ogień...
~~~***~~~
Otworzyłam szybko załzawione oczy. Widziałam jak przez mgłę. Zaczęłam się rozglądać dookoła. Nie znajdywałam się na cmentarzu tylko... w domu? Tak. Na pewno. -Dzięki Bogu się obudziłaś.- Poczułam, jak chłopak łapie mnie za ręce. -Min Hyuk... Co się stało... -Długo Cię nie było. Szukałem Ciebie w całym mieście.- Spojrzał mi w oczy. Było w nich widać radość, a za razem ulgę i... panikę.- Martwiłem się o Ciebie... Myślałem, że...- Po jego policzku spłynęła pojedyńcza łza. -Min Hyuk ... -Znalazłem Cię na cmentarzu. Spałaś na ziemi.- Mówił wcinając się w moje słowo.- Było bardzo zimno. Myślałem, że możesz się już nie obudzić.- Zacisnął swoją ciepłe dłonie na moich i złączył je okrywając swoimi. -Mogłeś mnie tam zostawić...- Szepnęłam cicho. Mój głos drżał z zimna. -Nawet takiego czegoś nie mów...- Uniósł obie dłonie, pomiędzy którymi znajdywały się moje. Przybliżył swoją twarz do nich i rozchylił delikatnie swoje wargi, po czym zaczął lekko ogrzewać moje drobne dłonie ciepłym powietrzem z płuc. Chłopak miał dziecięce rysy twarzy, jak na dwadzieścia trzy lata. Jego pełne, różowe wargi idealnie kontrastowały się z jego dużymi, piwnymi oczami. Jego drugim atutem, zaraz po oczach, były grube, gęste i zazwyczaj ciemne włosy, które zawsze miał ułożone w lekkim nieładzie. Nie był brzydki, raczej przystojny i to bardzo. Miał wysoką i szczupłą, ale wysportowaną sylwetkę. Kochał sport. Nie jedna się za nim oglądała, ale on był bardzo niedostępną osobą, ale też miłą, czułą i nadopiekuńczą. Przynajmniej miałam wiernego przyjaciela. -Zmarzłaś...- Puścił moją dłoń i wstał na równe nogi, po czym poszedł gdzieś. Odprowadziłam starszego chłopaka wzrokiem błądząc za nim. Westchnęłam cicho i ułożyłam ponownie głowę wygodnie. Po zaledwie trzech minutach brunet wyszedł z kuchni i przyszedł do mnie. W ręku trzymał kubek z parującym napojem. -Co to?- Zapytałam podnosząc się lekko. -Herbata. Pij powoli.- Postawił kubek na szafce i usiadł na łóżku obok mnie. -Dziękuję.- Powiedziałam z lekkim uśmiechem, na co pięknowłosy odwzajemnił mój gest. Sięgnęłam po kubek z gorącą cieczą. Kiedy chwyciłam go w obie dłonie, rozlałam połowę herbaty. Moje ręce się całe trzęsły. Przy okazji poparzyłam lekko sobie dłonie.- Aish... Przepraszam. -Nic Ci nie jest? Pokaż szybko.- Chłopak odstawił kubek na szafkę i sięgnął swoimi dłońmi do moich. Nic poważnego się nie stało, były tylko lekko czerwone. -Oppa. Nic mi się nie stało. Jest dobrze.- Wysunęłam ręce z jego dłoni i położyłam je na pościeli pachnącej lawendą.- Przepraszam. Ja to zaraz wytrę.- Miałam już się podnieść, ale starszy mi w tym przeszkodził kładąc ręce na moich ramionach. -Połóż się. Ja to wytrę, ale najpierw Cię napoję, bo jak widać, to moja mała Sky nie umie pić.- Brunet zaśmiał się cicho, a ja wraz z nim. Był dość zabawną osobą. Sięgnął po herbatę i przyłożył ją ostrożnie do moich ust.- Pij powoli.- Powiedział opiekuńczo, a ja zrobiłam to, co kazał. -P-pyszna.- Powiedziałam załamując głos. -Bo sama ją wybierałaś.- Kang ponownie zaśmiał się i postawił kubek, który trzymał w dłoniach, na szafce.- Cieplej Ci?- Zaprzeczyłam głową. Herbata nic nie pomagała. -Eh...- Chłopak podrapał się po karku.- Przyniosę Ci koc... a nawet dwa. -Nie. -Hm? -Nie chcę koca.- Odparłam i poklepałam miejsce obok siebie. Wolałam ciepło najlepszego przyjaciela, niż jakiejkolwiek innej rzeczy. -Ale po co? -Po prostu się połóż.- Zmusiłam go do tego, aby położył się obok mnie. Chciałam się do niego przytulić... Tak jak myślałam... Zrobił to. Nigdy mi jeszcze nie odmówił. -Eh...- Był speszony. Było to widać, dlatego się do niego przytuliłam, aby zobaczyć, co on zrobi. -Mogę tak zostać, prawda?- Naciągnęłam na nas kołdrę. -T...Tak.- Uśmiechnął się nerwowo. Po co te nerwy? -Dziękuję.- Wtuliłam się w niego. -Pewnie jesteś zmęczona... Połóż się spać.- To chyba miał być jakiś pretekst, bo Min zdawał się być speszony, ale ciekawe czym... Moją obecnością? Wcześniej nie bał się przebywać ze mną tak blisko. -Nie. Nie chcę spać. Muszę wziąć gorącą kąpiel.- Odkryłam kołdrę i powoli wysunęłam się z łóżka. Cała się trzęsłam po tym koszmarnym śnie. Min Hyuk spojrzał tylko na mnie z troską i przytaknął głową. -Dobrze, Krys. Potrzebujesz jakiejś pomocy? Zanieść Ci coś? -Nie trzeba. Dziękuję, Oppa.- uśmiechnęłam się do starszego o dwa lata chłopaka na jeden kącik ust i po chwili zniknęłam za drzwiami mojego obecnego pokoju, które prowadziły na korytarz.
***
Siedziałam z podkulonymi nogami pod głowę. Gorąca woda oblewała moje ciało z każdej strony. To była jedna z niewielu chwil, w której mogłam się chociaż trochę zrelaksować i odstresować od wszystkiego. Oparłam głowę o kolana i wbiłam swój wzrok tępo w wykafelkowaną, biało - czarną ścianę będącą naprzeciwko mnie. Nieświadomie zaczęłam coś nucić pod swoim nosem.
~`If I let you in You'll just want out If I tell you the truth You'll fight for a lie If I spilt my guts it would make a mess we can't clean up.
If you follow me you will only get lost. If you try to get closer We'll only lose touch But you already know too much And you're not going anywhere…`~
Uśmiechnęłam się delikatnie kończąc zwrotkę piosenki, którą tak bardzo kocham. To przy niej właśnie spotkałam Jung'a, a raczej on ocalił moje życie.. Westchnęłam cicho uroniając jedną łzę. Pozwoliłam, by spokojnie spłynęła po moim policzku i wpadła do wody. Przesunęłam dłonią po krawędzi wanny.
~~~***~~~
~Wystarczająco Ci przyjemnie?- Jego głos brzmiał jak najpiękniejszy i najdroższy instrument. Anielski głos...
~Tak, bo ty tu jesteś.- Uśmiechnęłam się wtedy powoli przesuwając swoim delikatnym palcem po jego udzie, przez co dostał lekkich dreszczy. Zawsze tak reagował na mój dotyk. Yong złożył kilka delikatnych pocałunków na mojej szyi, wiedział, że to był mój słaby punkt. Zakręcił wodę, po czym objął mnie mocno swoimi silnymi i bezpiecznymi ramionami w pasie. Braliśmy wtedy naszą pierwszą, wspólną kąpiel. Była to jedna z najcudowniejszych chwil mojego życia.
~~~***~~~
-Krystal?- Usłyszałam pukanie do drzwi łazienki.- Wszystko okej? Nic Ci nie jest?- Chłopak zaczął panikować. Długo nie opuszczałam łazienki, z pewnością dlatego się martwił. Z trudem ocknęłam się i zabrałam słowo. -Tak. Wszystko jest okej. Nic mi nie jest.- Odpowiedziałam ponownie tonąc w otchłani przeszłości i wspomnień. -Ym... To dobrze.- Dosłyszałam, że brunet opuszcza korytarz. Spojrzałam na drzwi i potem na biały sufit na którym widniały tuziny małych lampeczek. Zanurzyłam się bardziej w gorącej wodzie i przymknęłam swoje oczy.
~~~***~~~
-Krystal?- Usłyszałam pukanie do drzwi łazienki.- Wszystko okej? Nic Ci nie jest?- Chłopak zaczął panikować. Długo nie opuszczałam łazienki, z pewnością dlatego się martwił. Z trudem ocknęłam się i zabrałam słowo. -Tak. Wszystko jest okej. Nic mi nie jest.- Odpowiedziałam ponownie tonąc w otchłani przeszłości i wspomnień. -Ym... To dobrze.- Dosłyszałam, że brunet opuszcza korytarz. Spojrzałam na drzwi i potem na biały sufit na którym widniały tuziny małych lampeczek. Zanurzyłam się bardziej w gorącej wodzie i przymknęłam swoje oczy.
~~~***~~~
~Kocham Cię, moja Księżniczko..
~Ja Ciebie też, mój Książę..- Yong był taki czuły, ostrożny i delikatny, kiedy się pierwszy raz kochaliśmy. Jego promienne, rozgrzane i doskonałe ciało powoli poruszało się nademną sprawiając, że rozpływałam się z rozkoszy i przyjemności, jaką mi dawał. Z każdym jego mocniejszym, szybszym i namiętniejszym ruchem czułam się tak dobrze, było mi tak gorąco, a za razem przyjemnie. Delikatnie przygryzał płatek mojego prawego ucha, przy czym,zaszęłam cicho pomrukiwać, niekiedy cichy i pojedyńczy jęk wydostał się z moich, spragnionych niego, ust. Po niedługiej chwili już pieściłam wargami jego delikatną, mleczną szyję, tak, jak potrafiłam najlepiej. Chłopak poruszał się we mnie coraz mocniej, coraz szybciej, na co ja zareagowałam. Wbiłam delikatnie paznokcie w jego plecy, a z moich ust wydostała się głośna symfonia różnorodnych jęków.
~Yong...Ah..- To było niesamowite. Jaką on mógł sprawić przyjemność każdym dotykiem swojego idealnego i rozgrzanego ciała.
~~~***~~~
Po moim policzku spłynęło parę łez, które po chwili zaczęły spływać w stronę gorącej wody. W jednej chwili kropelki zmieszały się z wodą wprawiając w ruch taflę wody. Spojrzałam prosto w wzburzoną lekko wodę. Po jakiś piętnastu minutach wstałam i wyszłam z wanny. Stanęłam przed lustrem, aby ujrzeć dużą bliznę po cesarskim cięciu znajdującą się na moim podbrzuszu. Ona mi wszystko przypominała, stratę dziecka i wypadek.
Westchnęłam cicho i pogładziłam się delikatnie dłonią po brzuchu, po czym odsunęłam się od lustra by pójść się ogarnąć. Sięgnęłam po ręcznik i wytarłam się nim dokładnie, po czym owinęłam go szczelnie wokół ciała tak, aby zasłonić miejsca intymne i piersi. Posprzątałm po sobie w łazience. Nie chciałam Kang'owi robić żadnego kłopotu, ale znając życie, gdyby tu ze mną był, to sam by posprzątał. Chwilę później opuściłam łazienkę i udałam się do swojego pokoju. Nie było w nim już mężczyzny. Lepiej dla mnie. Wyjęłam z szafy długą, męską koszulę, która należała do mojego byłego narzeczonego. Musiałam w niej spać. Była jedną z niewielu rzeczy, które po nim zostały. Był na niej jeszcze jego cudowny zapach, zapach jego perfum, które mu kupiłam w naszą pierwszą miesięcznicę. Zsunęłam z siebie ręcznik i ubrałam czystą bieliznę, a na to białą koszulę. Wytarłam trochę włosy i poszłam do salonu miejąc nadzieję, że zastanę tam Hyuk'a. Tak jak myślałam.. Min leżał na kanapie, spał tak słodko, że miałam żal go budzić. Ten wodok nacieszył moją twarz tak, że automatycznie na moją twarz wskoczył rozczulony i słodki uśmiech. Podeszłam do chłopaka bliżej i przykucnęłam przy nim. Delikatnie ucałowałam jego rumiany jak zwykle policzek i natychmiast wstałam podchodząc do fotela po duży, jedwabny koc. Znowu znalazłam się obok mężczyzny i okryłam go dokładnie i szczelnie kocem, ale nie zapomniałam, że jakoś musi oddychać.
-Dobranoc, Oppa..-Szepnęłam i delikatnie przeczesałam swoimi drobnymi i delikatnymi palcami jego gęste i grube kosmyki włosów. Odwróciłam się i miałam już pójść do siebie, ale niespodziewanie poczułam, jak czyjaś, a mianowicie jego dłoń chwyci moją tak mocno, jakby nie chciał mnie dalej puścić.
-H-hm?- Obróciłam się na pięcie w jego stronę i spojrzałam prosto w jego piwne oczy.
-Zaśpiewaj mi to, co śpiewałaś w łazience..- Hyuk patrzył na mnie takim spojrzeniem, że nie w sposób było mu odmówić. Spojrzałam lekko zarumieniona w bok, poczułam, jak moje policzki zaczynają piec. On mnie słyszał..?
-Heh... Kiedy słyszałeś, jak śpiewam?- Zapytałam lekko zdruzgotana przy czym podrapałam się w czubek głowy.
-Kiedy stałem przed łazienką.- Dostrzegłam na jego ustach zafascynowanie. Uśmiechał się tak delikatnie, a nadal słodko.- To jak, zaśpiewasz mi?-Powtórzył się Kang ciągnąc mnie bliżej do siebie.
-Em... No nie wiem. Nie umiem śpiewać.- Chciałam się jakoś wyrwać, ale on był uparty.
-Pięknie śpiewasz.. Proszę..- Nie mogłam wytrzymać. Musiałam mu zaśmiewać, bo inaczej byłoby mi go szkoda.
-Dobrze. Zaśpiewam.- Posłałam mu delikatny, ale czuły uśmiech , po czym przysiadłam się na kanapę do Min'a. Wzięłam parę głębszych oddechów, przymknęłam powieki i zaczęłam śpiewać tą piosenkę.
~`If I let you in You'll just want out If I tell you the truth You'll fight for a lie If I spilt my guts it would make a mess we can't clean up.
If you follow me you will only get lost. If you try to get closer We'll only lose touch But you already know too much And you're not going anywhere…`~
Przy ostatnich słowach otworzyłam oczy, by ujrzeć jego twarz. Byłam ciekawa jego opinii. Zdenerwowana zagryzłam delikatnie swoją dolną wargę. W jego oczach widziałam jakiś błysk, jakby szczęście, a za razem... smutek.
-Jesteś cudowna... Masz cudowny głos.- Kiedy tylko usłyszałam to zdanie, moją twarz oblał gorący rumieniec. Zapewne byłam już cała czerwona.
-Aish, Oppa...
-No co?- Dopiero do chwili dostrzegł, że wyglądam już jak dorodny buraczek.- Omo... Jakaś ty czerwona, a za razem słodka.
-Nie zawstydzaj mnie, proszę...- Nadęłam lekko swoje okrągłe policzki, ale nie próbowałam ukryć z twarzy mojego zadowolenia. Szybko położyłam się obok mojego przyjaciela od razu wchodząc mu pod kocyk.- Dziękuję, że jesteś...- Szepnęłam cicho do jego ucha, po czym wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową. Było mi ciepło i wygodnie. Czułam się jak wtedy, kiedy Yong był, i co noc brał mnie w swoje objęcia.
To ja dziękuję.- Dosłyszałam jeszcze jego ciche słowa i poczułam jego ciepłe wargi na swoim czole, zanim zrobiłam się tak bardzo zmęczona i odpłynęłam w Krainę Snów. Dosłyszałam tylko ciche "Dobranoc".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz