Blog z opowiadaniami o tematyce homoseksualnej jak i heteroseksualnej. Główni bohaterowie - wasi kochani Azjaci. Jeśli nie chcesz - nie czytaj.
Playlist
sobota, 3 października 2015
4:44
Tytuł: 4:44
Typ: One Shot
Gatunek: Dramat. Angst
Paring: DaeJae (Daehyun x Youngjae), chyba BangJae (Yongguk x Youngjae)
Fandom: B.A.P
R: +16
Ostrzeżenia: ---
Od autora: Cześć! To moje pierwsze opowiadanie na tym blogu. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Bardzo mi zależy na waszej (pozytywnej) ocenie. Opowiadanie powstało przez przesłuchanie piosenki Bang'a - 4:44. Dziękuję za każdy zostawiony komentarz i opinię. Miłego czytania! ~
Obudziłem się jak zwykle o tej samej porze. Było koło piątej nad ranem, zaledwie czterdzieści cztery minuty po czwartej. O tej godzinie wszyscy w dormie jeszcze spali prócz mnie. Śniło mi się to co zwykle, żadna sensacja. Ostatnio nie mogę normalnie spać, w ogóle nie jem, nigdzie nie wychodzę. Jestem zamknięty w sobie, w swoim małym, światłoszczelnym pokoju bez żadnego kontaktu z innymi. Fakt, czasem opuszczam go na chwilę, aby wziąć prysznic czy choćby załatwić swoje potrzeby. Nie mam ochoty i siły na nic więcej. Dlaczego się tak czuję? Czy naprawdę jest ze mną tak źle jak mówią mi moi przyjaciele, z którymi mój kontakt już dawno się prawie urwał? To z mojej winy on zginął. To przeze mnie mój najlepszy przyjaciel, którego darzyłem większym uczuciem, umarł. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Usiadłem na twardym materacu biorąc do rąk ten sam przedmiot, co zawsze. Nic innego nie było mi potrzebne. -Wiem, że nie śpisz.. Proszę. Wyjdź z pokoju. -Zza drzwi dosłyszałem cichy i niski, ale przyjemny dla ucha głos jednego z moich przyjaciół. Nie odpowiedziałem tylko siedziałem na łóżku przykryty do pasa białą pościelą. W ręku trzymałem nasze wspólne zdjęcie. Był taki jak zawsze. Uśmiechnięty i zadowolony ze wszystkiego. Całymi godzinami siedziałem na materacu wpatrując się w jego piękną postać przesuwając co jakiś czas swoim smukłymi, potłuczonymi palcami po szkiełku chroniącym obrazek. Tak. Teraz tylko co po nim mi zostało, to jedna zdjęcie i wspomnienia. -Proszę.. -Głos starszego mężczyzny ponownie dobiegł do moich uszu. Po chwili ciszy usłyszałem jakiś hałas związany z zabezpieczeniem drzwi do mojego pokoju. W jednej chwili dostrzegłem wysokiego szatyna w tym ponurym pomieszczeniu, w którym można było wyczuć zapach trupa, rozkładu i śmierci. Tak. To ja byłem tym trupem. Zupełnie pozbawiony odrobiny życia. -B-Bang.. -Powiedziałem głucho spoglądając na mojego byłego lidera. Dlaczego nie śpi? Jak on tutaj wszedł.. Przecież pozbyłem się zapasowych kluczy do drzwi tego pokoju. -Minął miesiąc. Strasznie zmizerniałeś. -Usiadł na brzegu łóżka wbijając we mnie smutny wzrok. Widziałem w nim cierpienie, żal i smutek . Wiem, że bardzo cierpiał, ale to z innego powodu. -To bardzo boli. Nie mogę patrzeć na to, jak się staczasz. -Ujął mój drobny, zimny i zabliźniony nadgarstek w swoje duże i ciepłe dłonie. Tylko z pozoru był wredny, poważny i okropny. Tak naprawdę miał bardzo kryształową duszę i gołębie serce. -T-To moja wina.. Przeze mnie go tu nie ma. -Wydusiłem z siebie słabo. Inaczej nie potrafiłem. -Nie prawda. Nic nie jest twoją winą. -Cały czas miałem wkłuty mętny wzrok w postać siedzącą naprzeciw mnie, gładzącą delikatnie i czule moją dłoń. Widziałem, jak rozglądał się on po całym pokoju. Chociaż było ciemno, widoczne były na ścianach wgniecenia od pięści, krew - moja krew. Raniłem sam siebie chcąc ukarać swoje ciało tak samo jak i duszę. Do mojego oka napłynęło kilka łez widząc to, jak bardzo cierpi bliska mi osoba. -Przepraszam.. -Poczułem parzącą łzę spływającą po moim bladym poliku. Wzrok Yong Guk'a znał się na mojej bladej twarzy. Dłonie chłopaka okryły moje poliki, a jego pełne wargi, którymi ukoił każde miejsce na mojej twarzy dotknięte przez słone łzy, rozgrzały moje ciało. Nie za bardzo, ale poczułem coś, czego mi brakowało. Przytuliłem się mocno do starszego, chcąc chociaż przez chwilę zapomnieć. Nie trwało to długo. Mężczyzna zasnął w moich ramionach po zaledwie kilku minutach. Najwidoczniej był bardzo zmęczony, ale nie wysiłkiem, a psychiką, którą mu zrujnowałem. Ostatnio każdemu sprawiam coraz więcej problemów. Wszyscy martwią się tylko i wyłącznie o mnie. Nie dbają o swoje sprawy. Zrobili sobie przerwę w sławie, aby tylko zadbać o to, bym się nie zabił byłe kawałkiem szkła czy nożem schowanym w szafce kuchennej. Ostatnio miałem różne pomysły. Położyłem powoli lidera na swoim łóżku okrywając go kołdrą, a sam wyszedłem z pokoju po cichu przeczesując palcami swoje jeszcze gęste, ale osłabione, czarne jak heban włosy. Udałem się do drugiego pomieszczenia. Nic nie zostało w nim naruszone. Tak jak sprzed miesiąca. Każdy mebel w nietykalnym stanie jakby w oczekiwaniu na powrót właściciela tego pokoju. Podszedłem do łóżka siadając na jego brzegu. Delikatnie zacisnąłem w dłoni miękką pościel. Położyłem się na niej wdychając jej zapach. Jego cudowne perfumy o delikatnej woni. Nadal było je czuć. Ten aromat. Kiedyś mogłem codziennie go wdychać, kiedy przesuwałem swoim nosem po jego delikatnej szyi. Codziennie mogłem go dotknąć ze świadomością, że nie śnię. Teraz to już tylko przeszłość. Po jego śmierci nie chciałem już przesiadywać w tym pokoju. Przeniosłem się do najbardziej zaciemnionego i samotnego, jaki mógłby istnieć. Teraz nie chciałem się podnosić. Pragnąłem tylko rozkoszować się tym anielskim zapachem. Nikt inny nie posiadał takiej woni. Nawet nie wiedząc kiedy to nastało, zasnąłem. Obudziłem się w jakimś dziwnym miejscu. Wszystko dookoła było nieskazitelnie białe i czyste. Było bardzo jasno. Moje oczy nie wytrzymywały. Czy coś się stało? Umarłem? Po chwili usłyszałem jakieś pikanie. Czułem się okropnie słabo, a mój żołądek domagał się posiłku. Byłem już cztery dni na głodzie. -Wszystko powinno być z nim dobrze. Jest bardzo odwodniony, a jego organizm na granicy wyniszczenia. Z czasem odzyska sił. -Słyszałem te słowa jak przez jakąś watę. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie miejsce mojego pobytu. Powoli otworzyłem oczy. Byłem na sali szpitalnej podłączony pod jakąś kroplówkę, może dwie. Dostrzegłem zaledwie trzy postacie. Mężczyznę w białym kitlu i dwie pielęgniarki, które coś z nim konsultowały. Żadnych znajomych twarzy. -Co z nim? -Usłyszałem jeszcze jeden głos. Tym razem bardzo mi znajomy. Wszystko do okoła zdało się być już ciche. Było mi nadal słabo, ale ujrzałem, że ta postać podeszła do łóżka, na którym odpoczywałem. Bang? Znowu on? Westchnąłem słabo zamykając całkiem oczy. Chciałem być sam. -Jak się czujesz? -To przez Ciebie tutaj jestem? -powiedziałem słabo niezadowolony z tego. Nie usłyszałem odpowiedzi, ale jak na chwilę otworzyłem powieki, dostrzegłem tylko jego połowę sylwetki oraz przytakującą głowę. -Po co? -Bałem się bardzo o Ciebie. -Nie musiałeś. Zgaś to światło w sali. -Szepnąłem bezsilnie. Wszystko mnie drażniło. W jednej chwili na sali zrobiło się ciemno. Do pomieszczenia docierały tylko delikatne smugi światła z rozświetlonego korytarza. -Już lepiej? -Mój "opiekun" ponownie znalazł się przy mnie. Tak bardzo się o mnie boi, że zrezygnował ze snu, by mnie tu przywieźć. -Gdzie chłopaki? -W domu. Najprawdopodobniej jeszcze śpią. -Chłopaka spojrzał na zegarek. -AM 6:44. Na pewno śpią. -Ponownie zamknąłem oczy chcąc już całkiem odpocząć. -Nie budź ich. Niech odpoczywają. -Powiedziałem cicho. Nie chciałem nikogo już martwić swoim stanem. -Proszę. Wracaj do domu. -Dodałem po chwili. -Nie zrobię tego. -Usłyszałem powagę w głosie opiekuńczego chłopaka. Uparciuch jeden. -Proszę.. Chcę tu być sam. -Nie mogę Cię zostawić. -Aish.. Zawsze tak robił. -Błagam. Chcesz bym wyzdrowiał? Zostaw mnie samego. -Otworzyłem jeszcze raz oczy by ujrzeć jego twarz ponownie. Spojrzałem głęboko w oczy mojego przyjaciela. Miałem nadzieję, że przekonam go choć trochę. -Mhm. Dobrze. -Nasz kontakt wzrokowy się nie urywał. Chyba zrozumiał to, co chciałem mu przekazać. W jednej chwili poczułem, jak jego usta powoli przylegają do moich. Nie wiedziałem, co się w tej chwili działo. Zamknąłem tylko powieki kładąc jedną z obandażowanych dłoni na swojej klatce piersiowej. Moje serce biło szybciej. Było czuć, jak bije, nie to, co wcześniej. Chwilę później ciemnowłosy mężczyzna odkleił się od moich popękanych i sinych warg wychodząc z pokoju, przy czym nic nie zdąrzyłem powiedzieć. Dosłyszałem tylko ciche słowa "Dbaj o siebie." Znowu to samo. Obudziłem się cały spocony i obolały. Zerknąłem bezsilnie na zegar. Późno już, bo po czwartej. Czułem, że powoli, lecz nie za bardzo odzyskuję sił, ale tylko moja siła fizyczna wracała do normy. Psychika zostawała nienaruszona. Nie chciałem otwierać oczu. Pragnąłem ponownie zasnąć, ale bez żadnych skutków. Westchnąłem ciężko. -Jae.. -Do moich uszu dotarł szept, który przyprawił mnie o ciarki na ciele. -Jae. -Rozchyliłem delikatnie powieki, aby ujrzeć chociaż twarz tej osoby. Był to mężczyzna o nie przeciętnej, ale dobrej budowie ciała. W tej ciemnościach dostrzegłem jego twarz. Blondyn. Włosy ułożone w lekkim nieładzie, ale nadal dobrze wyglądające z jego twarzą o bardzo specyficznych rysach. Duże i podkreślone na czarno oczy oraz pełne i delikatne wargi ułożone w delikatnym uśmiechu co jakiś czas wypowiadające moje imię. Był ubrany na biało, co bardzo wyróżniało się w tym ponurym kolorze zaciemnionego pomieszczenia. Jakby promyczek szczęścia i nadziei pojawił się w moim bezsensownym i pustym życiu. -Dae... -szeptem próbowałem się odezwać do chłopaka. Poczułem się słabszy, niż wcześniej. -Dae Hyun. -Powtórzyłem, a uśmiech z jego twarzy nie znikał. Chciałem go w tej chwili dotknąć, objąć, pocałować. Pragnąłem się przekonać, że nie śnię, że on jest tu naprawdę przy mnie. -Czy ja mam jakieś zwidy, albo śnię? -Nie śnisz. -Dostrzegłem, jak starszy chłopak usiadł na łóżku obok mnie chwytając moją dłoń w swoje. Były takie delikatne, jego ramiona bezpieczne, a każdy dotyk sprawiał, że wszystko stawało się lepsze. -Gdzie ty byłeś.. Dlaczego mnie zostawiłeś.. -Zagryzłem mocno dolną wargę. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. -Tęskniłem bardzo. -Wiem o tym. -Uniósł mój podbródek tak, abym patrzył się prosto w jego oczy. Były cudowne. Pełne radości i pozytywnej energii. -Ale już obiecuję, że Cię nigdy nie opuszczę. Zawsze jestem i będę przy tobie. -Delikatnie ucałował mą dłoń swoimi miękkimi i ciepłymi wargami. -To dlaczego Cię nie było, jak Cię potrzebowałem? Dlaczego nie powstrzymałeś mnie od tego..? -Poczułem złość pokazując na swoje pocięte nadgarstki. -Dlaczego nie powstrzymałeś mnie od powolnej śmierci!? Nie widzisz jak ja umieram!? Jak się zaczynam rujnować!? -Oddech wraz z sercem przyspieszył. Puls skoczył. Czułem, jak coś się we mnie zaczyna gotować. Blondyn tylko położył palec na moich ustach pochylając się nad moją osobą. -Csii.. Zapamiętaj. Zawsze będę przy tobie. Nawet jak zwątpisz, to ja będę Cię chronił. -Powoli przestawałem wszystko rozumieć. Nie potrafiłem znaleźć sensu w jakimkolwiek jego słowie. W tej chwili zabrał swoją dłoń patrząc na moją twarz. Niedługo się spotkamy. Kocham Cię. -Po tych słowach tylko poczułem delikatne, ale czułe muśnięcie jego słodkimi wargami moich ust. Zamknąłem na chwilę oczy, ale jak je otworzyłem - okazało się, że to była tylko iluzja. Naprawdę go tutaj nie było. Nie siedział tutaj razem ze mną trzymając moją dłoń, nie pocałował mnie, nie odezwał się. Spojrzałem na zegar wiszący na jednej z białych ścian, który oświetlał blask światła z długiego i pustego korytarza. AM 4:40. Westchnąłem cicho zaciskając powieki, aby nie uronić ani jednej łzy. Nie wytrzymywałem. Miałem po prostu wszystkiego dosyć. Ja go naprawdę kochałem. Był dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Nasze wspólne wspomnienia, pierwsza randka, pierwszy pocałunek, nasz pierwszy raz.. To wszystko poszło w niepamięć. Zacząłem krzyczeć w duchu z całych sił. Wszystkie moje myśli zamieniły się w jedną. Wstałem z łóżka wykorzystując wszystkie siły, jakie miałem. Spojrzałem na szafkę obok łóżka. Leżała tam kartka i długopis. Chyba zostawione przez pielęgniarkę. Wziąłem do ręki pisadło i napisałem na papierze kilka słów następnie kładąc białą kartkę na poduszce. Powyrywałem z rąk te wszystkie kroplówki i urządzenia, które cały czas pikały. W jednej chwili respirator zaczął wariować, a w oddali dosłyszałem donośny głos lekarza oraz kilku pielęgniarek. Podszedłem do okna. Było otwarte, zasłonięte żaluzjami. Odsunąłem je wyglądając na zewnątrz. Ciemno. O tej godzinie już się robiło ponuro i czarno. -Niech pan się natychmiast położy na łóżku. -Dosłyszałem dochodzący zza pleców głos jednej z niskich pielęgniarek w podeszłym już wieku. Nic nie odpowiedziałem tylko usiadłem na ramie okna patrząc w dół. To jakieś dwadzieścia metrów wysokości. Chwila nieuwagi, a ktoś głupi jak ja mógłby się zabić. Naprawdę trzeba być idiotą, żeby zrobić to co ja zrobiłem w tej chwili. Zdołałem tylko usłyszeć krzyk kobiety i spanikowany głos lekarza. Moją ostateczną myślą były ostatnie słowa Dae, którego spotkałem w mojej wyobraźni kilka minut temu, "Niedługo się spotkamy. Kocham Cię." Natychmiastowa utrata świadomości. Czas zgonu: AM 4:44. -AM 4:43. Jeżeli kogoś kochasz to zrobisz wszystko, by z nim być, nawet, jeśli ceną tego jest życie. -Czytałem kolejne słowa z kartki uraniając za każdym razem kolejną łzę. -Przepraszam.. Musiałem to zrobić. Teraz jestem szczęśliwy. Mogę z nim być na zawsze i nic nas już nie rozdzieli. Dbajcie o siebie. Kocham was." -Ścisnąłem mocno papier w dłoni po chwili cisnąc go w ścianę z głośnym krzykiem. Spojrzałem na dwójkę policjantów rozmawiającymi z personelem szpitalnym. -Kiedy odnaleziono ciało chłopaka? -Zapytał jeden z nich. Nie chciałem tego słuchać. Nie mogłem uwierzyć w to, że Young Jae popełnił samobójstwo. Osoba, którą od zawsze kochałem się zabiła. Wybiegłem z sali zdezorientowany mijając przy tym resztę chłopaków, z którymi tutaj się znalazłem. -Bang! Zaczekaj! -Słyszałem głos jednego z nich, najprawdopodobniej Jun Hong'a, ale nie zwracałem na to uwagi. Nikogo nie chciałem słuchać. Pragnąłem stąd uciec. Wybiegłem ze szpitala od razu biegnąc przed siebie. Nie zwracałem na nic uwagi. Łzy i mgła przyćmiewały moje opuchnięte od płaczu oczy. Nic już nie widziałem. Nawet tego, że znalazłem się na środku jezdni. -GUK!! -Usłyszałem głośny krzyk moich przyjaciół. Nie dostrzegłem tego, że wbiegłem prosto przed rozpędzoną ciężarówkę. Całe życie przemknęło mi przed oczami. Nagle bach. Ostateczny czas zgonu: AM 5:44. Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu... Umiera się nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie. Niestety ból z miłości do tej osoby pokonał mnie, bo jestem słaby. Pamiętaj o tym, że kochałem i, że miłość skazała mnie na śmierć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Smutne :c
OdpowiedzUsuń